Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Kategorie: Wszystkie | Autorzy | Dyskusje | Konkursy | Nowinki | Powitanie | Recenzje
RSS
piątek, 27 kwietnia 2012

Autor: Ew [pergamin.blox.pl]

 

Ostatnio jednomyślnie stwierdziłam, że po prostu uwielbiam całą sagę „Darów Anioła”, a z racji tego, iż już zdążyłam ją przeczytać, postanowiłam wziąć się za prequel, mając przy okazji nadzieję, że będzie on równie świetny co cała reszta.

I owszem był!

Śmiem nawet stwierdzić, iż bardziej mi się podobał, niżeli historia Clary, Jace’a i reszty bohaterów. W końcu podobnych opowieści teraz jest ogrom i jeszcze więcej. Każda odbywa się w naszych czasach, żeby młodzież bardziej spoufalała się z postaciami książek, wręcz czuli się nimi, wchodzili w ich życie, myśli. Tym razem jednak było inaczej. Ba! Przecież my, współcześni czytelnicy, nie mamy bladego pojęcia, o czym rozmyślano w dziewiętnasto-dwudziestowiecznej Anglii. I właśnie ten czynnik jest w całości najciekawszy. Poza tym Cassandra Clare opowiadanie to napisała na swój własny, innowacyjny sposób, co tylko dodaje pikanterii każdemu słowu i wątkowi, dzięki czemu powstaje taki efekt, poczucie, że ktoś włożył w tą opowieść serce i duszę zarazem.

Sam początek sprawia, że w głowie czytelnika zaczyna kołatać się mnóstwo myśli, odbijających się z hukiem po jej wnętrzu, a na ciele pojawia się gęsia skórka. Po raz pierwszy w życiu czytając książkę, czułam całą sobą, że telepatycznie połączyłam się wraz z bohaterami; widziałam ich na własne oczy, czułam poprzez dotyk. Po prostu byli oni niezaprzeczalnie prawdziwi, realni.

I świeży.

Autorka wprowadza do tego świata całkiem nowe postacie - buduje ich wygląd, charakter i zachowanie całkowicie od podstaw. Will swoją mroczną i tajemniczą oraz pełną ironii osobowością zauroczył mnie od pierwszego akapitu. Jego przyjaciel, James, wywołał u mnie te bardziej współczujące emocje, jednak przy jego wypowiedziach towarzyszyło mi także niezmierne rozbawienie. W opowiadaniu za to główna rola przypadła niewinnej, niemającej pojęcia o istnieniu magicznej części świata Tessy, której jedynym, prawdziwym pragnieniem było wyłącznie uratowanie brata i powrót do rodzinnego domu. Los jednak ułożył dla niej całkiem odmienny plan, który za każdym krokiem dziewczyny przybijał się coraz mocniej i silniej do jej osoby, aż wreszcie odcisnął na niej bolące piętno.

I możliwość wyboru.

Pomiędzy bratem, który – jak się okazuje – w życiu osiągnął tylko dno, lub swoimi nowymi przyjaciółmi, do których z biegiem czasu zaczęła się coraz bardziej przywiązywać. Wokół nich tworzyła się pewna więź, jaka zacieśniła się w szczególności między nią a jednym z przyjaciół.

 Niestety, im głębiej brnęła w nocne, mroczne, pełne tajemnic i magii życie, tym bardziej zatracała się w swojej ludzkiej, przyziemskiej osobie. I nim się spostrzegła, wpadła jak mucha w sieć pająka.

Lecz czy uda jej się z niej wyplątać? Czy będzie potrafiła przy okazji uwolnić pozostałe muchy? Czy uda jej się na nowo zbudować całkowicie zburzony światopogląd? Będzie potrafiła ponownie zaufać dotąd najbliższej jej osobie?

Przyznam, ze sama jestem bardzo ciekawa, jak brzmią odpowiedzi na owe pytania, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejną część przygód, na „Mechanicznego Księcia”, którego niebawem będzie premiera.



Ocena własna:  9,5/10

Autor: Ew [pergamin.blox.pl]

 

Trzecia, i ostatnia zarazem, część jest jedną z najlepszych w trylogii „Dary Anioła”, to fakt. Dzieje się tutaj właściwie najwięcej, nie ma czasu na spanie i na nudę. Książkę pochłania się na raz, bez zwracania uwagi na sen czy jedzenie – niby są to najważniejsze czynniki życiowe, a schodzą na plan dalszy. Czytelnik jest za bardzo wciągnięty w przedstawianą historię.

W porównaniu do poprzednich dwóch części, ta od razu zaczyna się od akcji, która właściwie daje o sobie znać aż do samego końca. Oprócz tego pojawia się tutaj coraz więcej tajemnic, znaków zapytania, intryg i knowań. Oczywiście, jak to zawsze bywa w tego typu powieściach, końcówka książki jest stanowczo najlepsza; powiedziałabym, że w pewnym sensie wieje od niej magia i oryginalność. I dokładnie dzięki temu aspektowi można stwierdzić z czystym sumieniem, iż Cassandra Clare odwaliła kawał naprawdę świetnej roboty.

Poznajemy tu także dużo nowych postaci, które wiele wnoszą do całej historii, a właściwie niektóre z nich są kluczami do rozwiązania pewnych zagadek. I jakby tego wszystkiego było mało, bohaterowie poznani już do tej pory w pełni pokazują czytelnikom swoje karty, dzięki czemu wiemy, na czym stoimy, będąc zarazem całkowicie zdezorientowanymi, zaskoczonymi. Po prostu nie wierzymy, że coś podobnego ma w ogóle miejsce.

A wszystko zaczęło się od niewinnej gry w Nintendo, w której to Simon z największym wręcz zapamiętaniem wymiatał w Mario Kart. Naturalnie, później wydarzenia potoczyły się tak szybko jak wielka kula z górki. Punkt kulminacyjny jednak ta historia obrała w momencie, gdy nasza kochana główna bohaterka, Clary, pojawiła się w Idrisie – ojczyźnie wszystkich Nocnych Łowców świata, do której ci codziennie tęsknią, o której marzą i śnią, którą ciągle mają przed zamkniętymi powiekami, która po prostu jest ich domem. I w której wszystko osiągnie swoje apogeum.

Oprócz tego autorka przenosi swoich czytelników w przeszłość. Ukazuje nam opowieści, od których się tak naprawdę wszystko zaczęło. Dokładnie opisuje historię miłości Valentine’a i Jocelyn, próbę przyjaźni, kolejne zbrodnie i zabójstwa, zło świata.

Aż wreszcie i przyszłość – tą dalszą i bliższą, nieuniknioną i raczej prawdopodobną, jedyną i wręcz niezniszczalną, mającą ogromny wpływ na ciągle nadchodzącą apokalipsę. 

Do czasu.

Niestety, nie zdradzę dokładnie, do jakiego czasu. Ta saga jest na tyle świetna, że każdy powinien się chociaż na chwilę w niej zagłębić i wejść do świata, w którym i ja lubiłabym żyć.



Ocena własna: 9/10

Autor: Ew [pergamin.blox.pl]

 

Książkę tę pochłonęłam w niespełna jeden dzień, sama siebie zadziwiając, jak bardzo historia Ari mnie wciągnęła. Pamiętam jeszcze, że nim dobrnęłam do końca, już zaczęłam powoli żałować, że jestem bliżej niż dalej.

Wydaje mi się, że ten czynnik zrodził się przede wszystkim dzięki fabule, która swoim bytem, różnorodnością i na pewno w jakiś sposób znakomitością oraz niepowtarzalnością znalazła swoje miejsce w moim sercu bądź duszy. Wykruszyła kawałek, żeby móc się jeszcze bardziej wbić, wejść głębiej i pozostać tutaj w stu procentach na co najmniej wiele lat.

Przez ten czas na pewno nie zapomnę o cudownych bohaterach, którzy nie tylko wnieśli sporo w opowiadanie, ale także je urozmaicili, sprawili, że wyglądało ono bardziej kolorowo. Aż chce się żyć, czytając o ich przygodach, czasami niemądrych wyborach, śmiechu, płaczu, miłości. I inności. No właśnie, byli dziwni. Każdy z nich miał jakąś niespotykaną przypadłość, zdolność czy moc, która była cudownym darem i zarazem przeklętym nieszczęściem, od którego główna bohaterka chciała uciec jak najdalej i zapomnieć. Niestety, los nie był dla niej aż tak wyrozumiały. Nie można jednak stwierdzić, że postąpił z nią niesprawiedliwie. Owszem, wiele rzeczy było nie po jej myśli, znalazło się także parę utrapień i smutków, ale odnalazła miłość, swój dom i wreszcie poczuła przynależność do świata.

Szkoda tylko, iż nie jako człowiek...

Jedyną rzeczą, przy której czytaniu coś podeszło mi do gardła, był fakt, że autorka wplątała w swoją opowieść olimpijskich bogów. Czytałam o nich wiele mitów, które w jakiś tam sposób ukazywały mi ich zależności od siebie, reszty ludzi, przyrody, świata. Przedstawiały one także ich charakter: wady i zalety, słabości i siły. Tutaj jednak cały mój wykreowany ciąg legł w gruzach i już raczej się nie zbuduje ponownie.

Zadziwiło mnie jeszcze to, iż aż tak ochoczo wplątałam się w tę historię. W końcu kunszt pisarski autorki nie różni się aż tak bardzo od innych; tutaj również pojawia się miłość, która najpierw, oczywiście, objawia się jedynie nienawiścią albo po prostu nielubieniem.  Za to na pewno ogrom znaków zapytania i niewiadomych oraz zadziwiająco inny i naprawdę interesujący początek – to są właśnie dwie rzeczy, które najbardziej wyróżniają opowiadanie pani Keaton. I chociażby wyłącznie ze względu na nie tę pozycję przeczytać trzeba.

Historia skończyła się strasznie i w beznadziejnym momencie – przez to trzeba będzie powściągnąć swoje nerwy, nauczyć się cierpliwości i spokojnie czekać na kolejną część o Ari, jej przyjaciołach, wrogach lub po prostu życiu, mając jedynie nadzieję, że Kelly nie zamieni wszystkiego w farsę.

 

Ocena własna: 9/10

 

Autor: Jenny [oczami-jenny.blogspot.com]



O serii: Nie będzie łatwo. Od zawsze Ari wiedziała, że wyróżnia się z tłumu. Długie, niemal białe włosy i nienaturalnie intensywne zielone oczy są zmorą dziewczyny, których chce się pozbyć  za wszelką cenę. Kiedy jednak dowiaduje się kim jest jest matka, ojciec i ona sama, okazuje się, że jej wygląd jest najmniejszym z jej problemów. Na jej żyje czyha Atena, a jej niesamowite zdolności pragnie posiąść Novem, które opiekuje się Nowym 2 – starym Nowym Orleanem, na które spłynęły dwie klęski żywiołowe jednocześnie. Nie będzie łatwo, jednak Ari ma pod ręką przyjaciół – Sebastiana, mieszkańców domu przy First Street 1331, Michela i resztę dawnych więźniów Ateny – a i Novem nie zamierza zostawiać dziewczyny bez ochrony. Przyszedł czas zemsty.


 

 

O książce: Rok 2027. Siedemnasto- i pół –letnia Aristanae próbuje dowiedzieć się kim była jej matka, która porzuciła ją zaraz po wydarzeniach w Nowym 2, a sama zgłosiła się do szpitala psychiatrycznego Rocquemore House. Składając wizytę w ów szpitalu, dziewczyna dowiaduje się, że matka w wigilię swoich dwudziestych pierwszych urodzin popełniła samobójstwo i zostawia córce pudełko po butach z biżuterią i dwoma listami. Jeden z nich adresowany jest do Ari, drugi do Eleni – jej matki. Oba listy miały podobną treść. Nadawczyniom nie udało się uciec od przeznaczenia, na ich rodzinie ciąży klątwa, należy  znaleźć sposób, by ją zdjąć i nie można pozwolić na to, by je złapano. Wbrew zakazowi przybranych rodziców – Bruce’a i Casey – Ari wybiera się do Nowego 2. Tam poznaje Bastiana, Crank, Violet, Duba i Henriego. Z ich pomocą dziewczyna dowiaduje się więcej o rodzicach i klątwie, która na niej spoczywa. Jednak Łowcy τέρας wciąż depczą jej po piętach.



Książka zaskakuje. I to zaskakuje tym jak bardzo idzie po szablonie. Z początku książka robiła na mnie ogromne wrażenie. Podziwiałam autorkę – Kelly Keaton (a właściwie Kelly Gay)– za to, że nie bała się zastosować zużytych już chwytów, jak np. sposóbu opisu wyglądu bohaterki. „Spojrzałam w lustro i zobaczyłam to i to. Kiedyś coś tam z czymś tam. Do tej pory nie mogę uporać się z tym i tamtym. Nie mówiąc już tym i o tym. Mam już tego dość.” Z biegiem czasu zauważyłam jednak, że to nie odwaga, a po prostu styl pisania. Kiedy ma się wrażenie, że nie może być mniej oryginalnie, dochodzi się do momentu, który powala resztę na kolana. Czytając pierwszą część serii o Ari, miałam wrażenie jakbym czytała książkę napisaną przez nastolatkę, która pragnie w przyszłości zostać pisarką. Szczerze mówiąc – gdybym chciała czytać takie książki cały czas, zostałabym nauczycielką języka polskiego w gimnazjum, zadawałabym co rusz opowiadanie do napisania i dodawała co jakiś czas przekleństwa do tych lepszych wśród przeciętnych. I mówię to ja – uczennica gimnazjum kończącz drugą klasę, która prace klasowe z języka polskiego pisze na cztery albo słabe pięć.
Rozumiem, że autorka pisała trochę czasu tę książkę, przywiązała się już do bohaterów i żyje kolejnymi częściami, jednak mam wrażenie, że relacje między uczestnikami wydarzeń zbyt szybko się rozwijają, np. te między Ari a Bastianem. Dziewczyna poznała Sebastiana pierwszego dnia wieczorem, w dodatku nie za bardzo za sobą przepadali. Drugiego dnia, natomiast, wystarczyło, żeby zemdlała na środku ulicy, a tuż po jej przebudzeniu zaczynają się tulić, kleić do siebie i całować. Nie, że mam coś przeciwko ich związkowi (mnie Bastian spodobał się od pierwszej chwili), mam jednak wrażenie, że wszystko dzieje się zbyt szybko. Nie mówiąc już o tym, że później autorka jakby zapomniała o tym, że tych dwoje bohaterów jest razem.
Poza tym – w pewnym momencie doświadczyłam „wszechwiedzącego autora”, tzn. autor wie wszystko, a czytelnik nic. Żeby wyjaśnić o co chodzi, muszę uchylić rąbka tajemnicy – Ari jest gorgoną. A dowiadujemy się o tym ni stąd, ni zowąd, więc zaczynamy się zastanawiać czy nie skleiły nam się przypadkiem kartki. W końcu Ari boi się węży, jej matka „miała omamy”, że wychodzą z je głowy, a tu nagle widzimy:
„Węże. Co najmniej trzydzieści. Zebrały się na brzegu mokradeł, tam gdzie woda stykała się z ziemią. Unosiły się na powierzchni. Razem. Zwabione tutaj. Wpatrywały się w grobowiec. We mnie. Wpatrywały się we mnie. (…)Moim ciałem wstrząsnął gwałtowny dreszcz. Mocno potarłam twarz, próbując zetrzeć obraz tkwiący w mojej głowie i pozbyć się przerażającej świadomości, że węże przybyły po to, by zobaczyć mnie. By oddać cześć swojej królowej. Meduzie. Gorgonie.”i przez co najmniej piętnaście minut zastanawiamy się kiedy się o tym dowiedzieliśmy. Dopiero później przypominamy sobie, że kilka stron wcześniej było o tym, że Atena rzuciła na potomkinię Ari klątwę, która „niesie za sobą brzydotę i truciznę” jednak to tyle co wiemy o tym, jak zrodziła się Meduza. Co prawda istnieje prawdopodobieństwo, że zabieg był celowy, jednak… Chyba żadnemu czytelnikowi nie przypadł do gustu. 
Ponadto – odniosłam wrażenie, że w połowie książki autorka postanowiła zmienić koncept dotyczący głównej bohaterki. Z początku Ari wydawała mi się postacią silną, pewną siebie, która nie daje sobie w kaszę dmuchać, która potrafi skopać tyłek największym mięśniakom, a bliski kontakt z bogami nic by jej nie zrobił. W pewnym momencie dziewczyna zmienia się nie do poznania niewiadomo kiedy i z jakiego powodu. Staje się krucha, delikatna, ulotna. Gdyby ją dotknąć – rozsypałaby się w drobny mak. Naiwna, straciła zdolność łączenia faktów i racjonalnego myślenia w trudnych sytuacjach. A pod koniec książki – żądna krwi. Gdyby Novem nie zgodziło się na żądania, jakie im przedstawiła, momentalnie rozniosłaby w pył całe Nowe 2. Gdyby jeszcze te zmiany były czymś spowodowane… Wydaje się jednak, że autorka zmienia osobowość Ari dla jej „widzi mi się” lub dlatego, że zapomniała, jaka była przed chwilą (przy czym druga możliwość wydaje mi się mało prawdopodobna). 
Co, oprócz tego wszystkiego, doprowadzało mnie jeszcze do szewskiej pasji? Opisy strojów! Byłam wdzięczna autorce, kiedy opisała suknie balowe Ari i Violet, jednak w reszcie przypadków mogła sobie dać spokój. Tym bardziej, że główna bohaterka i tak zawsze była ubrana na czarno od stóp do głów. 
Mimo to – widzę potencjał. Pomysł na historię jest ciekawy, bohaterowie konkretni (nie licząc nieszczęsnej Ari), z biegiem czasu talent autorki się rozwinie i nie będzie musiała stosować starych chwytów rodem z blogów („zrobiła poranne czynności, letki (sic!) makijaż i zeszła na dół na śniadanie”). Choć na to już chyba nieco za późno – po wydaniu czterech książek i trzech latach pracy nad nimi. 
Niezłą robotę wykonał także grafik, który wykonał okładkę do książki. Szczerze mówiąc to właśnie przez nią postanowiłam sięgnąć po tę pozycję. Kiedy stałam we Wrocławskim „Notabene” i musiałam wybrać między „Z ciemnością jej do twarzy” (K. Keaton), „Skrzydła Laurel” (A.Pike) a „Syreną” (T.Raybun), wybrałam właśnie „Ciemność” ze względu na okładkę. Szłam w ślepo – nie czytałam wcześniej żadnych opinii, tytuły podanych książek obiły mi się jedynie raz czy dwa o uszy, a na tyle okładki patrzała wyłącznie, by sprawdzić cenę. Jak widać – przysłowie „Nie oceniaj książki po okładce” jest wciąż aktualne.


Autor: Ew [pergamin.blox.pl]

 

Książkę pochłonęłam tak szybko, że ledwo zdążyłam zauważyć, że już ją skończyłam. Przez chwilę nawet wpatrywałam się w ostatnią stronę z szokiem i niedowierzaniem, pragnąc ponownie zagłębić się w przygodach bohaterów sagi „Dary Anioła”.

Zaciekawił mnie już sam tytuł. Miasto popiołów brzmi niezwykle tajemniczo i w pewien sposób wręcz dramatycznie, ale każdy może interpretować go indywidualnie. Zresztą, według mnie tytuły nadaje się tylko po to, by wprowadzić czytelnika w świat, w przygody, które czekają, gdy ten otworzy pierwszą stronę, by zaintrygować go swoim jestestwem. Cóż, trzeba przyznać, że ten odgrywa swoją rolę doskonale.

Zaczyna się swawolnie, w przyjaźni, czuć klimat pełen lekkości ducha i nie można się powstrzymać przed delikatnym uśmiechem skierowanym wprost do bohaterów książki. Niestety, ten moment trwa niezwykle krótko. Raptownie wszystko ulega samodestrukcji i odwraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Akcja zaczyna pędzić, człowiek nie nadąża z czytaniem, jego wzrok biegnie po tekście niczym szalony i nie można uwierzyć w to, co się właśnie czyta. Wszystko wydaje się być takie odległe, takie nierealne. Aż w końcu dochodzi do punktu kulminacyjnego, który sprawia, że czytelnikowi chce się krzyczeć, wrzeszczeć z frustracji i niemocy. I jedynie, o czym jest się w stanie myśleć, to o trzeciej części i wyjaśnieniu sobie tego wszystkiego i ponownym zagłębieniu się w lekturę, w tą cudowną rzeczywistość oraz w serca bohaterów, przez których właśnie w naszej głowie kłębi się tyle myśli.

Tak samo było i ze mną. I żałuję w sumie tylko jednej rzeczy, a mianowicie tego, że czytając historię, wydawała mi się ona taka krótka (chociaż miała prawie aż czterysta pięćdziesiąt stron!) i nim się spostrzegłam, już się skończyła.

W drugiej części Darów Anioła autorka większą wagę przykłada do bohaterów, za co można jej bardzo serdecznie podziękować. Dowiadujemy się o ich przeszłości, szczególnie jeżeli chodzi o Jace’a i Clary – ku przerażeniu wszystkich: rodzeństwo! Rodzeństwo, które zostało rozdzielone przez rodziców, które przez siedemnaście lat nie wiedziało, że drugie istnieje, które się w sobie zakochało i które całą swoją siłą woli wzbrania się od tej nieszczęsnej miłości. Czasem tak mocno, że zaczynają czuć ból. I to nie tylko ten w klatce piersiowej.

Więcej nie zdradzę, to po prostu trzeba przeczytać.

Muszę jednak powiedzieć, że pojawiło się parę rzeczy, które nie za bardzo przypadły mi do gustu i poprzez które całe opowiadanie traci w oczach. Nie tylko moich. Chodzi, oczywiście, o przewidywalność i dość oklepany temat, jeżeli chodzi o miłość pomiędzy dziewczyną a dwoma chłopakami. Poza tym wampiry i wilkołaki nie brzmią po raz setny aż tak zachęcająco.

Niemniej, oprócz tego historia jest warta uwagi. Polecam jej czytanie szczególnie w pochmurne, deszczowe dni, żeby móc przywołać na facjatę te jak najbardziej pozytywne emocje.

 

Ocena własna: 8/10



Autor recenzji: Ew [pergamin.blox.pl]

 

Ocean.

Jak wielką i nieokrzesaną moc posiada ten ogrom wód, że ludzie boją się jego gniewu, ale mimo to legną do niego jak muchy do światła? Co oczami wyobraźni widzą, kiedy o nim rozmyślają i zastanawiają się nad jego potęgą? Czy pragną zanurzyć się w jego głębinie, czy tylko chcą popatrzeć na coś wspaniałego? Chcą go poczuć? Zasmakować jego słonej wody? Usłyszeć szum fal, które obijają się o kamienie lub rozprostowują swoje ramiona na piasku?

Każdemu człowiekowi z osobna marzy się inny aspekt tego cudu świata.

Tak jak Mary, głównej bohaterce powieści Las Zębów i Rąk pióra Carrie Ryan. W tym miejscu rodzi się jednak pewien szkopuł, a mianowicie to, że dziewczyna nie ma w ogóle pewności, iż coś takiego jak ocean istnieje. Ba! Nikt w jej wiosce nie ma takiej pewności – oni nie chcą mieć takiej pewności, bo za nią idzie nadzieja, a nadzieja często równa się głupocie. Cóż, może właśnie tak można powiedzieć o Mary – głupia.

A wystarczyła tylko opowieść matki...

Matki, która poprzez swoją naiwność została zarażona. Matki, od której cała historia się tak naprawdę zaczęła.

A zaczęła się niesamowicie ciekawie. Zresztą, jak może nie być interesująco, kiedy ma się do czynienia z wioską ogrodzoną przez siatki, których pilnują specjalnie wyszkoleni Strażnicy, by żaden Nieuświęcony nikogo nie zaraził? Muszę jednak przyznać, że przez pewien krótki moment byłam wręcz przerażona. W końcu jak można egzystować, czując się uwięzionym, zamkniętym w klatce na dożywocie i ciągle słysząc jęki i krzyki otaczających zombie? Mało tego! Zombie, które jest naszą daleką albo bliską rodziną... Żyjąc tak, naprawdę można zwariować.

A jedyną rzeczą, która nas trzyma, są właśnie marzenia.

I właśnie one towarzyszą nam przez całą historię. Dzięki niej uczymy się wierzyć w siebie, mieć nadzieję oraz pomimo wielu przeszkód, które ciągle nas napotykają, nie poddawać się, walczyć o swoje i wyjść zwycięsko z podniesioną wysoko głową i krzykiem: „Udało mi się!”.

 Niestety, tak jak w życiu bywa, trzeba wybierać. I to właśnie te ów wybory decydują, jaką drogą pójdziemy, dokąd dotrzemy i czy w ogóle czeka nas jakiś koniec.

Reasumując, książkę naprawdę warto przeczytać. Choćby tylko ze względu na to, by się dowiedzieć, co takiego się stało, że czara Mary się przepełniła. Co sprawiło, że ostatecznie zadecydowała nad ścieżkami życia i co dokładnie ją skłoniło do tego, by w ogóle wyruszyć w podróż w nieznane. I przerażające.

Bardzo polecam, szczególnie w momencie, kiedy ma się chęć oderwania od rzeczywistości i wniknięcia głęboko w swoje marzenia.

 

Ocena własna: 7/10




 

Autor recenzji: Książkówka [ksiazkowka.blogspot.com]

 

Do tej pory wydawało mi się, że znam tysiąc odmian historii z zombie w tle. Nic też nie zapowiadało, że niebawem poznam odmianę tysiąc pierwszą, aż do momentu ukazania się na rynku wydawniczym „Lasu zębów i rąk” autorstwa Carrie Ryan. Choć nie paliłam się do tej lektury, skutecznie schładzając swój zapał do niej, licznymi entuzjastycznymi opiniami, to jednak znów ciekawość wzięła u mnie górę. I cóż my tu mamy?

Po moim wstępie nietrudno się domyślić, że bohaterami (drugoplanowymi) są w tej opowieści zombie. Rzesza „przyjemniaczków” (zwana tutaj Nieuświęconymi) otacza wioskę, którą zamieszkują ostatni (?) żyjący i niezarażeni ludzie. I jak na tego typu historie przystało, potwory chcą za wszelką cenę dorwać ludzi, a ludzie za wszelką cenę chcą się przed nimi obronić. Jednak na tym fabuła książki się nie zamyka. Poznajemy w niej także Mary – młode dziewczę mieszkające w klatce (to chyba nie jest przesadne stwierdzenie jeśli teren wioski jest ogrodzony drucianą zaporą?), marzące o poznaniu świata innego niż ten, który ogląda co dzień i bez pamięci zakochane w kimś kogo kochać jej niewolno. Opowieść ta byłaby pewnie nudna do bólu gdyby życie Mary (oraz wszystkich mieszkańców) nie miało się wywrócić do góry nogami. I tak też się dzieje…

Bohaterka walczy (wraz z bliskimi sobie ludźmi) z hordą wiecznie głodnych i pozbawionych krzty inteligencji, żyjących trupów. Co absolutnie nie przeszkadza jej w żywieniu płomiennego uczucia do jednego z towarzyszy niedoli. Tu, wg mnie, autorka zasługuje na pochwałę gdyż bardzo zgrabnie i umiejętnie pokazała miłość tych dwojga. Nie zrobiła tego w jakiś nachalny sposób, robiąc ze swojej opowieści ckliwą historyjkę z horrorem w tle. Postarała się jednak by wątek miłosny był całkiem przystępnie ukazany na kartach „Lasu Zębów i Rąk”. Emocje jakie między nimi buzują, dają się odczuć czytelnikowi jednak nie tłamszą. Jednak na zachwalaniu pani Ryan nie skończę….

Skoro tak ładnie poprowadziła wątek miłosny to dlaczego podobnie nie potraktowała wątku grozy? Dlaczego zombie bardziej nudzą niż straszą? No, może pod koniec książki da się wyczuć trochę więcej mrocznego klimatu horroru, ale to dopiero na końcu. A wcześniej? Długi czas dobijania się stworów do ludzi, nagle ni stad ni zowąd, udaje im się to, myślę więc - „teraz już się będzie działo i w końcu zacznę się bać”, ale to były płonne nadzieje.
Sięgając po tę lekturę liczyłam na wyważone podejście do obydwu kwestii, a ostatecznie miłość wyczuwa się tu najmocniej.

Ostatecznie jest ona ciekawym czytadłem, które czyta się z prędkością światła. Uroku też nie da się jej odmówić, jednak ja, na skutek tego o czym wcześniej wspomniałam (i zamiłowania do mocnych wrażeń podczas lektury), czuję niedosyt. Wydawnictwo sugeruje na ostatnich kartach książki, by w październiku szukać kolejnego tomu w księgarniach. Nie wiem czy sugestii ulegnę, przemyślę to.

Ocena 4,5/6

 


 

Autor recenzji: 

 

Tytuł: „Las Zębów i Rąk”
Autor: Carrie Ryan
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Seria: Trylogia Las Zębów i Rąk
Ilość stron: 348
Ocena: 6+/6

 

Mary żyje w wiosce okrążonej siatką. Całe jej życie kontrolują Strażnicy i Siostrzeństwo, a na każdym kroku słyszy jęki Nieuświęconych. Od urodzenia wpajano jej, że są jedynymi ludźmi, którzy pozostali na świecie po Powrocie, że Las Zębów i Rąk nigdy się nie kończy i, że nie liczy się nic innego jak tylko Bóg i przedłużanie gatunku ludzkiego. Wszystko się zmienia, gdy jej matka postanawia dołączyć do Nieuświęconych i jej ojca, gdy Mary musi wstąpić do Siostrzeństwa i gdy do wioski przybywa Gabrielle- Obca, dziewczyna zza ogrodzenia. A do tego dochodzi wydarzenie, na które od zawsze ludzie w wiosce się przygotowywali- Nieuświęceni przebili się przez siatkę.

Książka jest niesamowita. Od samego początku bardzo mnie wciągnęła. Świetna historia, idealne postacie i niesamowite pomysły.

Mary po prostu podbiła moje serce. Nie ugięła się nawet, gdy było jej ciężko. Robiła wszystko, żeby dojść do swojego celu. Według mnie była naprawdę inteligentna. Idealnie kojarzyła wszystkie fakty i wydarzenia. Uwielbiam ją za to, że nigdy się nie poddała.

Oczywiście bardzo polubiłam również Argosa- pieska, którego Mary dostała od Harry’ego. To jest niesamowite jaki on był odważny. Nawet stawił czoło Nieuświęconym i uratował przed nimi swoją właścicielkę.

Byłabym chyba nienormalna, gdybym nie wspomniała o Travisie. Chłopak-cud jak dla mnie. Poświęciłby dla swojej ukochanej Mary wszystko, nawet swoje życie. Był taki opiekuńczy i dobry.

Na początku myślałam, że „Las Zębów i Rąk” to książka podobna do „Delirium”. Siatka otaczająca miasto, zakażeni ludzie i reguły, których wiecznie trzeba przestrzegać- to wszystko łączy te dwie książki. Ale „Las Zębów i Rąk” jest inna. Ta książka ma coś w sobie takiego (np. okładkę :), że momentalnie chce się ją czytać. Nadal nie mogę skończyć się zachwycać tą fenomenalną historia! Tak jak mówi napis na książce:

„Inteligentna, mroczna i czarująca. Las Zębów i Rąk łączy w sobie horror i piękno.” - Cassandre Clare

Jak najbardziej zgadzam się z tymi słowami. Inteligentna- tak jak wspomniałam główna bohaterka zachwyciła mnie swoją inteligencją. Mroczna- to jest strzał w dziesiątkę! Czarująca- no mnie z pewnością oczarowała szczególnie postaciami i relacjami między nimi. Horror- jak dla mnie każda strona jest przesiąknięta horrorem i tymi okropnymi Nieuświęconymi, którym zależało tylko na ludzkim mięsie. Szczerze mówiąc to naprawdę, w niektórych momentach zmroziło mi krew w żyłach. Piękna- czyż cała historia nie jest piękna? To dążenie do spełnienia marzeń, te wieczne poświęcenia, ta ciągła miłość bohaterów.

Zakończenie po prostu zwaliło mnie z nóg. Niby każdy czytając tę książkę może się domyślić jak się ona skończy, ale tak naprawdę nikt się nie spodziewa tego co się wydarzyło. Czytając ostatnie dwadzieścia stron szok malował mi się na twarzy i jestem przekonana, że na waszych też by tak było.

To może kilka słów o okładce: Jejciu, jejciu, jejciu! Nie dość, że zawartość tej książki jest cudowna to jeszcze jej oprawa jest przepiękna. Dziewczyna z poplamionymi krwią rękoma, a za nią las i morze. Ta okładka opisuje wszystko co jest w tej książce i to bez użycia słów!

Moje ukochane cytaty:

 

„- Obiecałam Travisowi, że nie porzucę nadziei. Obiecałam, że nie przehandluję marzeń za bezpieczeństwo.”

„Zastanawiam się, czy istnieje świat okrutniejszy niż ten, w którym każe się nam zabijać ludzi, których kochamy.”

„Kiedy jest się zakochanym... wtedy się wie, po co się żyje. Kiedy kocha się każdego dnia. Budzi się z miłością, ucieka do niej podczas burzy i po sennym koszmarze. Kiedy miłość jest azylem, w którym można schronić się przed otaczającą nas śmiercią i kiedy wypełnia cię tak całkowicie, że nie potrafisz tego wyrazić.”

 

Teraz muszę skombinować sobie drugą część! „Śmiercionośne fale”- nadchodzę!

Autor: Ew [pergamin.blox.pl]

 

Do tego, żeby w ogóle wziąć Miasto kości do ręki, zmusił mnie fakt, że już wcześniej czytałam twory Cassandry Clare. Oczywiście, chodzi mi o fanfictiony, bo, o ile wiem, jest to jej pierwsza wydana książka. Wracając, teksty te całkowicie kupiły mnie swoją niebanalnością i stylem, a już szczególnie Draco Trilogy. I przyznam, że miałam nadzieję ponownie zaczytać się w jej historii, przeżyć jakąś oryginalną przygodę.

Cóż, w większości się nie zawiodłam.

W większości, ponieważ fabuła nie jest aż tak innowacyjna, jak się spodziewałam. Naturalnie, potrafi uwieść i zaczarować, ale powtarza się z niej wiele obranych schematów. Chociażby to, że na samym początku główna bohaterka, w tym przypadku Clary Fray, całkowicie nie ma pojęcia o istnieniu „innego świata”, do którego należą, znów jak zazwyczaj bywa, wampiry, wróżki, skrzaty, wilkołaki czy półanioły. W historii nie brakuje również wątku ze złem, które coraz bardziej się rozprzestrzenia i powoli opanowuje Ziemię. W tym miejscu jednak pojawia się zaskoczenie; przywódcą mroku jest ojciec Clary. Zresztą, jeżeli chodzi o więzy rodzinne w tej książce, to powiem, że są nieźle poplątane i zasupłane, czego szczególnie dowiadujemy się na końcu powieści. Można się bardzo zadziwić i w pewnym sensie wręcz zdegustować. Ale ten czynnik odebrać się powinno jako pozytywnie duży plus.

Jednak głównym walorem Miasta kości, według mnie, są wspaniale wykreowane postacie drugoplanowe i epizodyczne, których nie da się nie zauważyć. Jace (stanowczo faworyt), Alec, Simon, Isabelle, Luke... Można by wymieniać bez końca, ponieważ każda osoba wprowadziła do fabuły trochę śmiechu, smutku, złości lub nawet rozgoryczenia – w końcu ja bym zrobił to całkowicie inaczej!

W książce pojawia się również parę zadziwiających motywów, które sprawiły, że nadal nie wiem, co dokładnie o niej sądzić. Mianowicie chodzi mi o zgodność (połowiczną, bo – przykładowo - tworzenie sobie na ciele Znaków z magicznymi właściwościami, to raczej bujda) z Biblią. Chodzi mi raczej o historię upadku Archanioła, na której właściwie powieść się opiera, której jest namacalnym fundamentem.

Zachętą powinien być również fakt, że całość opisana jest prostym, zrozumiałym stylem, nad którym nie trzeba się dogłębnie zastanawiać. Zrozumienie przychodzi z łatwością. Tak samo jak możliwość utopienia się w tej historii. Siła jej wciągania może nie równa się sile przyciągania ziemskiego, ale jest dość wysoka, by trzymać czytelnika aż do samego końca, aż do ostatniej kartki. I w tym miejscu rodzi się psikus, ponieważ pragnie się więcej. Ba! Pojawia się nawet chęć przeczytania książki po raz kolejny, ale przyznam, że byłoby to już trochę męczące. Dla mnie.

Dlatego postanowiłam (nie)cierpliwie poczekać, aż Miasto popiołów, druga część sagi Darów Anioła trafi w moje ręce.

 

Ocena własna: 9/10



Autor: Ew [pergamin.blox.pl]

 

Najlepsza i najciekawsza część cyklu, jaką do tej pory przeczytałam.

Zanim jeszcze dobrnęłam do końca pierwszej strony, historia już zdążyła mnie pochłonąć, przez co potem przez dwa dni nie mogłam się od niej oderwać. Nawet siłą. Było to cudowne, ale zarazem strasznie męczące uczucie, które nie chciało dać nawet chwili spokoju, ponieważ przez cały czas zastanawiałam się nad tym, co będzie dalej i jak potoczą się losy bohaterów.

Trzeba przyznać, że działo się naprawdę dużo.

Najbardziej z całości podobała mi się ciągle kwitnąca relacja pomiędzy Rose a Dymitrem. Przez całą część czuć było, jak coraz bardziej mają się ku sobie, jak więź, która się wokół nich zacieśniła, nieustannie przyciągała ich ku sobie. Oczywiście, nie odbyło się bez kłótni i napięć, które przeważnie spowodowane były przez Adriana, ale i to nie zburzyło uczucia, jakie połączyło siedemnastolatkę i dwudziestoczterolatka. Wręcz przeciwnie – zbliżali się do siebie jeszcze bardziej, krok po kroczku, decydowali się na coraz śmielsze zagrania i eksponację swoich uczuć. Aż w końcu wybuchły. Zdarzyło się coś, co całkowicie i nierozerwalnie ucieleśniło ich miłość. Niestety, właśnie wtedy inne wydarzenia przyćmiły obraz ich uczucia.

Zanim jednak doszło się do końca książki, który zaskoczył tak bardzo, że – muszę przyznać – uroniłam kilka łez, pomiędzy działo się jeszcze wiele innych i równie ciekawych oraz niebanalnych wątków. Pani Richelle chociażby bardziej rozwinęła myśl na temat więzi, łączącej przyjaciółki, oraz mocy Lissy, którą ta na oczach pewnego przystojnego „instruktora” ciągle ćwiczyła. I w tym miejscu, naturalnie, nie obyło się bez scen zazdrości z nią i Christianem w rolach głównych.

Oczywiście, w książce pojawiło się także wiele incydentów, które sprawiały, że na ciele czytelnika pojawiała się gęsia skórka, włoski stawały dęba czy otwierał on szeroko oczy w geście zdziwienia, przerażenia i niedowierzania.

Niestety, nie mogę powiedzieć nic więcej, ponieważ jakbym zdradziła jeszcze parę ważnych informacji, wtedy nie byłoby trzeba czytać książki, do której naprawdę bardzo warto jest zajrzeć, jeśli chce się uciec od rzeczywistości i rutyny choć na chwilę.

Mogę jeszcze tylko dodać, że czytaniu towarzyszyło wiele emocji. Wybuchy głośnych śmiechów, napady złości, smutku, a czasem nawet i chęć ukrycia głowy pod poduszkę. Ale to wszystko jest raczej ogromnym plusem całej historii, gdyż wraz z bohaterami mogliśmy po kolei przeżywać ich przygody, mogliśmy ich czuć w sobie, a to świadczy tylko i wyłącznie o doskonałości powieści, którą bardzo, bardzo polecam.

 

Ocena własna: Bezsprzecznie 10/10



Autor: Ew [pergamin.blox.pl]

 

Już sam tytuł książki sprawia, że po ciele przechodzi dreszcz. A dodając do tego okładkę, zaprojektowaną w dość chłodnych kolorach i z wplecioną nutką tajemnicy, ciekawość rośnie w wręcz zadziwiającym tempie. I tak zostaje aż do samego końca, ponieważ w części drugiej Akademii Wampirów dzieje się niesamowicie wiele. Dochodzą również nowe wątki, które sprawiają, że fabuła wydaje się być jeszcze bardziej rozbudowana i taka pełna. Niestety (albo może nawet i stety) wszystko nie zostaje wyjaśnione, a długi sznur pytań wydaje się w ogóle nie prostować. To denerwujące, ale zarazem w pewnym stopniu intrygujące. Tym bardziej, że dzięki takiemu obrotowi sprawy, pragniemy dalej zagłębić się w ten świat, dalej trwać przy głównych bohaterach i ich problemach.

Po minionych wydarzeniach Rose powoli zaczyna sobie uświadamiać o powadze swoich zajęć szkolnych, a już szczególnie tych, które prowadzi Dymitr. Dojrzewa. Ale pomimo tego dalej – i dość często – zachowuje się tak, jak na nastolatkę przystało. A już szczególnie w momencie, kiedy do akcji wkraczają Mason i Adrian Iwaszkow, którzy w zadziwiający sposób coraz bardziej wplątują się w życie przyjaciółek. Wszystkiemu nie pomaga również fakt, że strzygi zaczęły się bardziej rozprzestrzeniać. Dochodzi do wielu ataków na szanowane rodziny morojów, co bohaterowie próbują za wszelką cenę powstrzymać. Nawet jeżeli będzie nią czyjeś życie.

Oczywiście, w fabule nie brakuje również wielu naprawdę zabawnych sytuacji, które sprawiają, że lektura wydaje się być jeszcze bardziej przyjemniejsza.

To samo jest z miłością. Z uczuciami bohaterów, którzy pragną, by serca ich ukochanych wreszcie się do nich szeroko uśmiechnęły. By zakopać gdzieś głęboko rywala czy rywalkę. By znaleźć się w ramionach drugiej połówki, czując na swoim ciele gęsią skórkę i przysłowiowe motylki w brzuchu. Tutaj najbardziej podobały mi się chwilę z Rose i Dymitrem w rolach głównych, kiedy to z pewną dozą zazdrości próbowali sobie zrobić na złość. I czasem naprawdę im się to udawało.

Jak widać, ciągle się coś dzieje, dzięki czemu w trakcie czytania każdy mięsień jest napięty, nerwy drżą, głowa ugina się od nadmiaru myśli, a ciągle rozrastających się emocji nie da rady powstrzymać. Aż dochodzi się do punktu kulminacyjnego, do końca książki, gdzie wystarczy tylko chwila nieuwagi, a człowiek może najzwyczajniej w świecie wybuchnąć.

Teraz można tylko z niecierpliwością czekać na następne części przygód dampirów i morojów i mieć nadzieję, że każda kolejna książka będzie miała w sobie tyle samo lub jeszcze więcej akcji i wszelakich uczuć jej towarzyszących, które będą się przewijać kartka po kartce.

 

Ocena własna: 9/10



Autor: Ew [pergamin.blox.pl]

 

Jedna z najlepszych książek o wampirach, jaką kiedykolwiek przeczytałam.

Przyznam, że zabierałam się za nią dość długo, ale jakoś zawsze coś nie wychodziło: to nie miałam czasu, to ochoty albo po prostu stwierdzałam, że poczeka ona sobie grzecznie na półce i łapałam za inną książkę. Aż wreszcie coś mnie zmusiło; przeczytałam wszystko jednym tchem, ale jak mogłam najwolniej, żeby jeszcze choć chwilę pobyć w tym magicznym świecie.

Zauroczyła mnie ona nie tylko swoją innowacyjną fabułą, ale także wszystkimi, wykreowanymi przez panią Mead bohaterami, ponieważ każda postać miała coś w sobie, co przyciągało. A już szczególnie Rose Hathaway, siedemnastolatka, która buńczucznie i wręcz nadopiekuńczo chroniła swoją najlepszą przyjaciółkę i morojkę, Lissę. Oczywiście pomagał temu fakt, że była z nią połączona telepatyczną więzią, która tajemniczo uśmiechała się do mnie nawet na samym końcu książki. Ale cieszę się, że nie wszystkie wątki w części pierwszej zostały wyjaśnione. Teraz przynajmniej mam jeszcze większą chęć na przeczytanie kolejnej, by dowiedzieć się, o co dokładnie chodziło.

Dużym, ażeby nie powiedzieć, że największym, plusem historii była naturalnie niedozwolona miłość do Dymitra Bielikowa, który nie tylko był siedem lat starszym nauczycielem, ale także wraz z Rose miał wkrótce zacząć strzec Lissy. A jak wiadomo uczucie opiekunów tego samego moroja było zabronione. I pomimo tego, że próbowali z tym walczyć, nie zawsze udawało im się powstrzymać swoje żądze.

Cała książka opisana jest oczami głównej bohaterki, dzięki czemu bardziej można wczuć się w nią samą, doskonale wiedząc, co w danym momencie czuje i myśli. Oraz wraz z Rose próbować wyjaśniać wszelkie tajemnice i nieścisłości, które się tylko pojawią. A jest ich naprawdę sporo, ponieważ akcja toczy się w akademiku, więc zawsze coś się dzieje.

Pomijając jednak już wszystko dotyczące fabuły; historia napisana jest językiem lekkim i łatwym, dzięki czemu nie trzeba dłużej zatrzymywać się na danym zdaniu, by odnaleźć jego przesłanie. Czyta się szybko i bez żadnych zgrzytów, przez co lektura wydaje się być jeszcze bardziej interesująca, ponieważ możemy się jej całkowicie oddać.

Doszły mnie również słuchy, że wkrótce na podstawie tej sagi ma wyjść film. Przyznam, że jestem tym wręcz podekscytowana, więc z niecierpliwością będę oczekiwać chociaż nikłych wzmianek na ten temat.

 

Ocena własna: 9/10



Autor: Nika [pergamin.blox.pl]

 

Anne Rice była mi znana jedynie z „Wywiadu z wampirem”. Nigdy wcześniej nie słyszałam o innych jej książkach. Dopiero niedawno odkryłam popularną serię o Śpiącej Królewnie oraz kolejne tomy „Kronik Wampirów”.

„Wampir Lestat” jest bezpośrednią kontynuacją „Wywiadu z wampirem”, jednak tym razem narratorem jest nie Louis de Pointe du Lac, lecz tytułowy Lestat, który w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku, jako znana gwiazda rocka, tworzy coś w rodzaju autobiografii, w której opisuje swoje życie jako człowieka śmiertelnego, swoją przemianę w wampira oraz każdy szczegół swojej niekończącej się egzystencji. Wszystkie złe i dobre chwile: gdy razem z rodziną żył w Owernii, znany ze zwycięskiego pojedynku ze sforą wilków, pałał się różnymi zajęciami, przez co stał się czarną owcą w rodzinie, swoje dziwne stosunki z matką, ślepym ojcem i braćmi. Wreszcie wielką miłość do Nicolasa de Lenfenta, ich wspólne życie w Paryżu. A gdy jego opowieść dochodzi do momentu, gdy zostaje porwany przez tajemniczego Magnusa i w murach jego wieży zamieniony w krwiopijcę, bohater powoli podąża ku potępieniu, choć stara się nad wyraz, by pozostać „dobry”. Zabijał jedynie morderców i groźnym przestępców lub ludzi, którzy nie mieli szans na przeżycie z powodu ciężkich chorób lub śmiertelnych urazów.

Z czasem Lestat uratował od śmierci ukochaną matkę, tworząc z niej swoje pierwsze wampirze dziecko. Razem z przepiękną Gabrielą podążał niekończącą się drogą życia, aż wreszcie nadeszła pora rozstania. Kochankowie podążyli oddzielnymi ścieżkami, by spotkać się praktycznie dwieście lat później.

W czasach, kiedy umysły nastolatków (głównie nastolatek) opanowały wampiry z serii „Zmierzch” lub „Pamiętniki Wampirów”, mamy również do czynienia z wampirami, moim zdaniem, swego rodzaju klasycznymi. Szlachetnie urodzony młodzieniec, odpowiednio wychowany i używający nienagannego języka, zostaje siłą wciągnięty w nieznany mu świat. Opisuje wszystkie swoje żale, radości, wątpliwości i decyzje; światową podróż w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące od lat pytania. Bez fałszu, tak jakby bohaterowie opisani przez Anne Rice żyli naprawdę...

Oczywiście, moim zdaniem książka jest przeznaczona tylko dla fanów gatunku. Aż 604 strony praktycznie samych opisów napisanych dość różnorodnym językiem to sprawy „tylko dla wytrwałych”, jednak nie zniechęcam do sięgnięcia po książkę. Mimo swojej trudności uważam, że „Wampir Lestat” jest powieścią niezwykle wartościową i ma to przysłowiowe „coś”. 

 

Ocena własna: 7/10

 

Autor: Monweg [monweg.blox.pl]

 

Lestat, stwórca Louisa de Pointe du Lac i Claudii - dwojga bohaterów "Wywiadu z wampirem" - opowiada własną historię.
Przebudziwszy się po pięćdziesięciu pięciu latach zostaje gwiazdą rocka i wywiera ogromny wpływ na rzesze młodzieży. Jego dzieje są jednak długie i mroczne - sięgają osiemnastego wieku. Był wówczas aktorem w Paryżu, został wampirem i podróżował po Europie w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące go pytania. Kiedy wreszcie odnalazł pierwsze wampiry, z poszukującego stał się ściganym.
Lestat uzupełnia wiele wątków podjętych przez Louisa w "Wywiadzie z wampirem", snując dramatyczną opowieść o życiu-nieżyciu, którego nigdy nie pragnął.
"Wampir Lestat" stanowi drugą księgę "Kronik wampirów".


Autor: Nika [pergamin.blox.pl]

 

Książka jedna z trudniejszych, jakie w ostatnim czasie czytałam. Podziwiam Anne Rice za to, że pisząc z perspektywy żyjącego w piętnastym wieku szlachcica potrafi pisać tak realistycznie. Dlatego nie będąc przyzwyczajoną do takiego języka czytało mi się „Vittoria” ciężko. Ale nie znaczy to, że ta książka jest książką bezwartościową.

Głównym bohaterem jest tytułowy wampir Vittorio, który żyjąc na pięknych terenach Toskanii opowiada o tym, jak wyglądało jego życie krótko przed tym, zanim naznaczyła je tragedia i rozpoczęła się egzystencja stworzenia przeklętego. Wampira. Miał szesnaście lat, gdy los postawił przed nim Ursulę, wampirzycę żyjącą w opuszczonym zamku wraz ze swoimi pobratymcami. Piękna wampirzyca niemal niszczy Vittoria. Doprowadza do tego, że chłopak zaczyna powoli tracić zmysły, być może pozornie. Potem były widzenia, które zmieniały młodego chłopca całkowicie. Wszystko to, w co wierzył dotychczas, zmieniło się, gdy mroczny demon odciął głowę jego bratu, a potem siostrze.

Prowadzony żądzą zemsty, dla której tylko pragnął żyć, buduje dla siebie pozory wolności, jednak powoli poznaje bolesną prawdę. Dowiaduje się, że tak naprawdę jego szczęście skończyło się dawno, dawno temu.

Jak już pisałam, książka napisana jest językiem (dla mnie) dość ciężkim w czytaniu, ale jakże barwnym, niemal kunsztownym. Autorka doskonale oddała klimat czasów, w których żył jej główny bohater, charakter tamtejszych szlachciców i mentalność ludzi. W czasie, kiedy myśląc „wampir” większość młodych ludzi odpowie „Zmierzch”, uważam, że powieści Anne Rice o tej właśnie tematyce, biją inne na głowę.

Jej bohaterowie są żywi (jeżeli można tak powiedzieć o wampirach), pełni swego rodzaju wdzięku, każdy ma odmienny charakter i podejście do mrocznej egzystencji w świetle księżyca. Nie ma tu bezmyślnego latania za ofiarami, lecz prawdziwe rozterki, wątpliwości i problemy. Zadawałam sobie pytanie, jak ja czułabym się w sytuacji Vittoria, gdyby moje dotychczasowe życie miało pójść w niepamięć, gdybym straciła wszystkich najbliższych, a moim jedynym życiowym celem byłoby ich pomszczenie. Nie chciałabym na nie odpowiadać...

Książka zdecydowanie godna polecenia. Zostawiła w moim sercu ślad i, jak każda książka, również mnie czegoś nauczyła. Czego w tym przypadku? Życia chwilą, bo nigdy nie wiemy, czy na nasze szczęście nie czyha ktoś o złych zamiarach.

                       

Ocena własna: 7/10



Autor: Nika [pergamin.blox.pl]

 

Głównym bohaterem jest Louis de Pointe du Lac, pochodzący z Luizjany arystokrata, który swą przemianę w wampira przechodzi w wieku dwudziestu pięciu lat. Jego życie zmienia się wraz z przybyciem Lestata, tajemniczego wampira, który kilkoma słowami skazuje naiwnego Louisa na wieczność wewnętrznego cierpienia i walkę z własną naturą. Wampiry wraz z nieśmiertelnością otrzymują szereg cech charakterystycznych dla ich gatunku: wyrachowanie, brak zainteresowania ludzkim życiem, umiejętność patrzenia na świat zupełnie inaczej niż za życia no i umiejętność zabijania bez mrugnięcia okiem, by zaspokoić swój głód. Jednak wyjątek potwierdza regułę, co opisała Anne Rice. Louis od samego początku był inny i zadałoby się, że do końca nie pozbył się swej ludzkiej natury. Sprowadziło to szereg rozczarowań, cierpienia wątpliwości na drodze jego wiecznej egzystencji.

A jak zareagowałby każdy z nas, gdyby jego życie miało tak gwałtownie zmienić się z powodu czyjegoś kaprysu. Lestat poszukiwał dla siebie towarzysza, którego pieniędzmi mógłby swobodnie dysponować. Louis był zagubiony w tym, co działo się wokół niego, nie wiedział prawie nic na temat wampirów i naiwnie wierzył, że Lestat ma moc dominacji nad nim. Do czasu, kiedy w świecie dwóch „kompanów” pojawiła dziewczynka, która razem z nimi miała wieść mroczną egzystencję, na zawsze zaklęta w ciele dziecka.

Bohaterowie borykają się z wieloma przeciwnościami losu. Doskonale opisane odczucia głównego bohatera, Louisa, wprowadzają nas w jego świat. Razem z nim odszukujemy odpowiedzi na pytania: czy na świecie istnieją inne wampiry? Co może je zabić? I czy nad wampirem, który każdej nocy zabija dla własnej przyjemności, ciąży przekleństwo? Każdy z nich przymusowo żegna się z uciechami życia: wygrzewania się w słońcu, współżycia czy tworzenia prawdziwej rodziny, którą łączy bezwarunkowa miłość. Świat wampirów spowity jest mrokiem, a miłość w formie takiej, jaką znają ludzie, praktycznie nie istnieje. Uczucia stworzeń nocy są dużo bardziej intensywne, wieczne. Tak jak i oni.

Życie Louisa przypominało grę w rosyjską ruletkę. Broń naładowana jednym nabojem, masz tylko jedną szansę, która składa się w pięćdziesięciu procentach z sukcesu i pięćdziesięciu procentach z porażki. Bohater, z uwagi na swą nieśmiertelność, dostawał kulkę w głowę niemal za każdym razem. Niewiele w jego życiu było chwil, kiedy broń cicho zatrzeszczała, ratując go od bólu.

W życiu każdego człowieka zachodzą zmiany, które dla wielu z nas są wybawieniem. Od dziecka uczymy się podejmowania decyzji w sposób racjonalny. Rodzice i nauczyciele w szkołach co chwilę powtarzają nam, by kierować się rozumem, nie sercem. Emocje często mogą przysłonić prawdę, której to jarzmo spada na nas niespodziewanie. Z każdą podjętą decyzją musimy się pogodzić. Inaczej wygląda sytuacja, gdy ktoś decyzję podejmuje za nas...

Anne Rice jest jedną z moich ulubionych autorek, mimo że jej twórczość jest wymagająca i nie każdemu może przypaść do gustu. Teraz, po lekturze „Wywiadu z wampirem” zrozumiałam, dlaczego powieść na zyskała wielką sławę na całym świecie. W dodatku w 1994 roku powstał film w gwiazdorskiej obsadzie, który jest doskonałym obrazem dla fanów twórczości Rice i mrocznych historii o wampirach.



Ocena własna: 8/10

 

Autor: Monweg [monweg.blox.pl]

 

Tytułowego wywiadu udziela arystokrata z Luizjany, Louis de Pointe du Lac, zamieniony w wampira przez ekscentrycznego Lestata. Dzieli się on swoimi rozterkami i przeżyciami z drogi ku wieczności. Egzystencja jaką przyszło mu prowadzić budzi w nim obrzydzenie, nienawiść, ale także fascynację. Nie rozumie tego kim jest i dlaczego Bóg pozwala na istnienie takiego potwora. Najbardziej irytuje go fakt, iż jego jedynym towarzyszem mogącym odpowiedzieć na te pytania jest Lestat, wielki ignorant i
cynik, mający za nic ludzkie życie. Louis musi zmierzyć się ze swoim bytem całkiem sam. Czuje się tak bardzo samotny, że nawet nie stara się przeciwstawić Lestatowi, kiedy ten zamienia w wampira śliczną dziewczynkę, Claudię. Odtąd Louis zyskuje nową towarzyszkę nie tylko w polowaniach, ale i w rozmyślaniach o Bogu i diable. Łączy ich też nieograniczona nienawiść do Lestata, ich stwórcy. Nasyciwszy się zemstą, Louis i Claudia wyruszają do Europy w poszukiwaniu innych wampirów a także by znaleźć
swoje miejsce i odpowiedzi na nurtujące pytania.
Podróżują od kraju do kraju, lecz dopiero w Paryżu spotykają swych pobratymców. W Theatre des Vampires poznają Amanda, który wprowadza ich w świat istot nieśmiertelnych. Louis nie wie jednak jak wysoką cenę przyjdzie mu zapłacić...


Autor: Nika [pergamin.blox.pl]

 

Kayla Madison przyjechała do Parku Narodowego, by spotkać się z przyjaciółką Lindsey i razem z grupą znajomych, wykonywać obowiązki przewodnika w ogromnym lesie. Jednocześnie słuchała poleceń swojego lekarza, który, aby mogła pogodzić się na zawsze z gwałtowną stratą rodziców, kazał stawić czoło swoim lękom i by wróciła do miejsca, w którym zostali oni zamordowani. Właśnie w tym lesie. Robi wszystko, by słuchać jego zaleceń, ale koszmary z tamtej nocy wciąż do niej powracały, skutecznie wytrącając dziewczynę z równowagi.

A potem Lucas oczarował ją swą zaciętością, niesamowitym zmysłem przywódcy i być może tym, że wciąż jej unikał. Dlatego Mason, przystojny student z grupy doktora Keana, który był najnowszym klientem przewodników, zauroczył ją swoim przyjaznym nastawieniem i zainteresowaniem, jakim ją obdarzał. Do momentu, kiedy Kayla odkryła jego prawdziwe zamiary i tajemnicę, która na zawsze odmieniła jej życie. W końcu dowiedziała się, kim jest i jaki związek ze śmiercią jej rodziców mieli Strażnicy Nocy.

Czytając książkę, miałam wrażenie, że rozciąga się przede mną historia podobna do tych wszystkich tanich podróbek „Zmierzchu”, gdzie główną rolę pełnią stworki takie jak wampiry lub wilkołaki, w tym przypadku te drugie. Ale potem zdałam sobie sprawę, że przecież nigdy nie czytałam o wilkołakach i nigdy nie zapoznałam się z takim właśnie ich przedstawieniem. Likantropi jako ludzie normalni, bez żadnych skłonności do objęcia władzy lub zmiecenia rasy ludzkiej (i wszelkich innych, które istniały) w proch. Zamiast taniej historyjki przeczytałam początek zadziwiającej opowieści o nieznanym zwykłym ludziom świecie, gdzie zwykłe rzeczy nie dzieją się zbyt często i panuje zupełnie inny pogląd na istotę życia. Bronić; nie wychodzić z cienia.

Z przyjemnością połknęłam „Blask księżyca” w praktycznie jeden dzień, coraz bardziej łaknąć kolejnych tomów historii, które czekają na mnie w bibliotece. Moje spotkanie z Rachel Hawthorne rozpoczęło się doprawdy interesująco. Ukazała mi prawdziwie realną bohaterkę z problemami typowymi dla nastolatków, która jednak próbuje pozbierać się po traumie z dzieciństwa. Jej przyjaciółka, Lindsey, jako wierna towarzyszka i powierniczka największych tajemnic, skłonna do pomocy w każdej chwili. Kochająca ją jak własną siostrę. Mason, który swym nieodpartym urokiem potrafi zakręcić sobie człowieka wokół palca i wreszcie Lucas, tajemniczy młody mężczyzna, który wywraca życie głównej bohaterki do góry nogami.

Doskonałe dla tych, którym banalne historie o wilkołakach i wampirach wychodzą już bokiem. Nie wiem, czy jest to seria idealna, ale z pewnością lekka i ciekawa. Taka odskocznia od zwykłych, codziennych ludzkich spraw.



Ocena własna: 7/10

 


 

Autor: Sophie [bucherwelt.blogspot.com]

 

Kayla właśnie rozpoczęła pracę, jako przewodniczka w parku narodowym. W tym samym miejscu, gdzie kilkanaście lat temu zginęli jej rodzice. Teraz dziewczyna wróciła tu, by stawić czoło swoim lękom, aby dowiedzieć się prawdy o tym co się stało i o samej sobie oraz by raz na zawsze pozbyć się koszmarów nawiedzających ją nocą. W leśnej głuszy spotyka Strażników Nocy, pięknych i groźnych, jak sama noc.

Znacie to uczucie, gdy sięgacie po książkę lub film i nie spodziewacie się tak naprawdę czegoś fajnego, a tu nagle jakość utworu zaskakuje was i wciąga? To właśnie przytrafiło mi się przy lekturze tej książki i bardzo mnie to cieszy.

Nie jestem zbyt wielką fanką paranormalnych książek, zawsze podchodzę do nich raczej ostrożnie. Niestety tuż po przeczytaniu opisu podejrzewała czego, choć w części, może dotyczyć powieść, a potem zrobiłam kolejny błąd i przeczytałam prolog... NIE CZYTAJCIE GO! Zawiera kulminacyjny moment książki i moje podejrzenia okazały się prawdą, a do tego wiadomo już było wiele rzeczy, więc popsuło mi to trochę radości przy czytaniu.

Książka niesamowicie mnie wciągnęła. Nie mogłam się od niej oderwać i szybciutko pochłaniałam kolejne rozdziały. Autorka ma bardzo lekki i młodzieżowy styl. Większość starszych pisarzy nie potrafi dobrze oddać tego nastoletniego wnętrza dziewczyny lub chłopca. Nielicznym się to udaje i mogę zaliczyć do tych osób Rachel Hawthorne. Dialogi, fabuła i akcja są bardzo zgrabnie poprowadzone, więc nie ma co narzekać. Uważam tylko, że większość bohaterów jest dość słabo zarysowana. Ciężko było dojrzeć tą głębie, ponieważ narracja prowadzona jest z punktu widzenia Kayli. Ale na szczęści już w kolejnej części narratorem jest ktoś inny, co wydaje mi się dość ciekawy zabiegiem.

Plusy: Pomysł i bardzo dobre wykonanie.
Ta okładka jest po prostu cudowna.

Minusy: Prolog...
Zakończenie książki, które jest raczej zamknięte, więc gdybym nie miała kolejnej części, to pewnie bym nie kwapiła się do szybkiego sięgnięcia.

Ogólna ocena: 8/10.


Seria składa się z czterech tomów.
1. Blask Księżyca
2. Pełnia Księżyca
3. Nów księżyca
4.Cień księżyca

 


 

Autor: Clarissa [invisibl3e.blogspot.com]

 

Tytuł: Blask Księżyca
Autor: Rachel Hawthorne
Seria: Strażnicy Nocy
Tom: 1
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 280
Opis wydawnictwa:

 

Ona i ich dwóch. Musi wybrać, który z nich jest jej bratnią duszą. I tak jak ona czuje zew blasku księżyca…
W tym lesie zginęli rodzice Kayli. Dziewczyna ich nie pamięta, lecz często nawiedzają ją sny, w których ożywa tamta noc. W tych snach widzi księżyc w pełni i słyszy wycie wilków…
Teraz siedemnastoletnia Kayla wraca tu, by stawić czoło swoim lękom. Tu pośród leśnej głuszy spotka Strażników Nocy, pięknych i groźnych jak sama noc. Pozna milczącego Lucasa o srebrzystych hipnotycznych oczach. I odkryje miłość, która wystawi ich oboje na śmiertelne niebezpieczeństwo…

 

Blask Księżyca opowiada historię siedemnastoletniej Kayli, która zostaje przewodniczką po lesie w innym stanie. Dwanaście lat wcześniej giną tam jej rodzice, którzy zostają postrzeleni przez pijanych myśliwych. Dziewczyna jest wychowywana przez rodziców adopcyjnych. Czuje że nigdzie nie pasuje. Sytuacja zmienia się, gdy podczas wakacji, gdy miała szesnaście lat jej rodzice zabierają ją do tego lasu. Poznaje tam Lindsey, z którą szybko się zaprzyjaźnia. Po wyjeździe dziewczyny utrzymują ze sobą kontakt. W następne wakacje wraca Kayla do lasu. Zostaje przewodniczką. Chce zobaczyć miejsce, w którym zostali zabici jej rodzice. Grupa przewodników, do których należy główna bohaterka ma za zadanie odprowadzić Masona, jego ojca i grupę naukowców na dużą polanę w lesie. Podczas wyprawy Kayla i Mason zbliżają się do siebie. Jednak dziewczynę ciągnie do innego chłopaka, a mianowicie jej szefa Lucasa. Kilka dni później dowiaduje się, że Lucas to wilkołak. Oczywiście wychodzi to na jaw przez przypadek. Mason zauroczył w sobie Kaylę i poprosił, aby została z nimi na czas ekspedycji. Zostaje tam użyta jako przynęta na Lucasa. Chłopaka pod postacią wilka sadzają do klatki. Dziewczyna pomaga mu uciec i kryje się razem z nim. Lucas tłumaczy jej, co znaczy jego tatuaż (jej imię wytatuowane w starożytnym języku) i mówi jej, że są sobie przeznaczeni, ponieważ ona jest wilkołakiem. Początkowo w to nie wierzy, lecz stopniowo dochodzi to do niej. Dowiaduje się, że musi zaufać Lucasowi, aby przeżyć pierwsza przemianę. Dzień po ich ucieczce znajduje ich Devlin, brat Lucasa. Dochodzi do bójki w której ginie przybyły chłopak. Kilka godzin później Kayla przechodzi przemianę i następnego dnia razem ze swoim partnerem udaje się do ich rodziców.

 

- Musisz mnie zaakceptować jako swojego partnera.

- Jak mam to zrobić?

Znowu się uśmiechnął.

- Pocałunkiem.

 

Na rynku książek młodzieżowych i fantastyki królują wampiry. Na drugim miejscu są wilkołaki. Powieść Blask Księżyca wykorzystuje w sobie motyw stworzeń, które są na drugim miejscu. Osobiście wolę książki o wampirach i mało czytam o wilkołakach. Lecz do lektury tej książki zachęciła mnie głównie okładka. Drugim czynnikiem dzięki któremu to przeczytałam był Prolog, który ostał napisany dwa tygodnie później niż akcja opisana w pierwszym rozdziale. Nie wiem jak Was, ale mnie głównie on zachęcił do czytania. Akcja rozwija się dość szybko. Książka nie jest zapchana jakimiś niepotrzebnymi opisami, tylko zawiera to, co powinna zawierać. Ciekawie przedstawione są relacje Kayli, Lucasa i Masona. 

 

Książka wciąga. Nawet bardzo. Szybko się ją czyta. Ja przeczytałam ją po zliczeniu wszystkiego w 3 godziny, więc to idealna książka na wolny sobotni lub niedzielny wieczór. Książka jest pisana z punktu widzenia głównej bohaterki z narracją w 1.os. l.p. 

 

Plusami książki są ciekawie przedstawione relacje między Kaylą, Lucasem i Masonem. Do tego dochodzi ładna okładka przedstawiająca główną bohaterkę oraz intrygujący prolog. Jednym z największych plusów jest to, że książkę czyta się szybko i przyjemnie.

 

Minusem jest to, że jest tu trójkąt miłosny. Dwóch chłopaków i dziewczyna. Jest to bardzo popularne wśród obecnych młodzieżowych fantasy. Można też się przyczepić do prologu, który można napisać, że przedstawia zakończenie książki. Dla niektórych może być to wkurzające jak osoby, które zawsze czytają ostatni rozdział. 

 

Książka jest idealna dla fanów Sagi Zmierzch. Oceniam ją na 6/10.

Autor: Nika [pergamin.blox.pl]

 

W natłoku dzieł Sapkowskiego w mojej osiedlowej bibliotece, udało mi się odnaleźć pierwszy tom sagi opisującej losy wiedźmina Geralta z Rivii – postaci, która bliska jest sercu każdemu fanowi fantastyki, i nie tylko. Łapiąc w dłonie „Krew elfów” polskiego mistrza gatunku, spodziewałam się wartkiej akcji, niezwykłych bohaterów i niesamowitych przygód. Czy się zawiodłam? Oczywiście, że nie.

Co uważam za bardzo ważne, „coś” zaczyna dziać się już od samego początku. Już na pierwszych stronach książki poznajemy wspomnienia makabry w rodzinnym mieście Ciri, małej podopiecznej wiedźmina, która została mu przeznaczona jako Niespodzianka. Z pozoru niewinna trzynastolatka wraz z biegiem czasu staje się małą wiedźminką – w Kaer Morhen księżniczka Cintry uczy się miecza pod okiem prawdziwych specjalistów, towarzyszy i przyjaciół Geralta.

Oczywiście, Ciri okazuje się nie być zwykłym dzieckiem, dlatego na jej drodze staje na początku czarodziejka Triss Merigold, która odkrywa przed wiedźminami kilka tajemnic, o których mieli mgliste pojęcie, a potem Yennefer, przepiękna ukochana Geralta, choć łączą ich stosunki, które śmiało można nazwać dziwnymi.

Kiedy młoda adeptka uczy się życia z dala od najbliższych i panowania nad nowymi zdolnościami, możemy niemal uczestniczyć w wojennych naradach władców największych miast, którzy jednoczą się w walce przeciwko elfom. Znane grupy nazywające się Wiewiórkami sieją postrach wśród wszystkich. Równowaga pomiędzy poszczególnymi rasami wyraźnie się chwieje i wszyscy modlą się, by cała sytuacja nie skończyła się wielką wojną, do której i tak ma dojść.

Co najbardziej przypadło mi do gustu? Końcowe fragmenty opisujące więź Ciri i Yennefer. Nie są to uczucia łączące nauczycielkę i uczennicę, lecz coś na kształt siostrzanej, niemal matczynej miłości.

Czytając pierwszy tom „Wiedźmina”, zastanawiałam się, co w nim zauroczyło czytelników nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Z początku nie byłam pewna, ale teraz, kiedy mam pierwszą książkę za sobą, mogę śmiało wymienić kilka czynników.

Bohaterowie tak bardzo podobni do nas: mający własne problemy, namiętności i unikalne charaktery, choć to postacie typowo baśniowe: krasnoludy, czarodziejki, driady, wiedźmini...

Ale co najważniejsze: niezwykły świat stworzony przez Sapkowskiego wciąga bez reszty, w głowie aż szumiało mi od dziwnych imion, języka elfów, wierzeń i zwyczajów w poszczególnych krainach.

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Sama potraktowałam „Krew elfów” jako pozycję, którą po prostu muszę przeczytać i nie żałuję ani jednej spędzonej nad nią minuty. A zdecydowanie warto poznać polskie dziedzictwo literatury polskiej, bo na pewno „Wiedźmin” przetrwa jeszcze wiele, wiele lat w pamięci czytelników na całym świecie.

 

Ocena własna: 10/10



Autor: Nika [pergamin.blox.pl]

 

Dopiero w połowie książki zorientowałam się, że to trzecia część niedawno wydanego cyklu, z czego jestem niesamowicie niezadowolona. Nie znoszę czytania serii „od końca”, ale nic już na to nie poradzę, tym bardziej, że ta jest zdecydowanie warta wydanych na nią pieniędzy.

Opowieść o zawiłym życiu Rachel Morgan zaczyna się inaczej, niż większość książek fantastycznych, które kiedyś przeczytałam. Akcja zagęszcza się powoli, już od pierwszej strony, a jest ich przecież prawie siedemset.

Rachel ma w życiu naprawdę przechlapane: jej chłopak, w stu procentach człowiek, zaczyna się jej bać po tym, kiedy przez pomyłkę uczyniła go swoim famulusem, jej blizna, pozostawiona po niemiłym incydencie, nieznośnie pulsuje pod wpływem wampirzych feromonów, mieszka w kościele razem z rozchwianą emocjonalnie wampirzycą i pięćdziesiątką pixy, a jeden z nich jest jej wspólnikiem w interesach i bliskim przyjacielem.

Oczywiście, wszystko zaczyna się powoli mieszać, a nowych bohaterów przybywa: w tej opowieści nie brakuje wampirów, wilkołaków, tysiącletnich elfów i innych, równie dziwnych stworzeń. Nieodłącznym elementem życia ich wszystkich staje się magia linii i potęga z nią związana.

Rachel jako czarownica ziemi używa amuletów nawet do tak błahych spraw jak ukrycie piegów czy podbitego oka, ale nikt tak jak ona nie potrafi skopać tyłka, jak to stwierdził Kisten, jeden z moich ulubionych bohaterów.

W tej książce głównym wątkiem jest walka przeciwko Saladanowi, znanemu bliżej jako Lee, który w podstępny sposób chce się pozbyć Rachel, posuwając się nawet do czynów, o które ona sama by go nie podejrzewała. Niemałym problemem staje się również demon, który uważa czarownicę za swego rodzaju trofeum, które za wszelką cenę pragnie odzyskać. Bohaterka musi użyć wszystkich swych umiejętności i nauczyć się ufać odpowiednim osobom, by wyjść cało z opresji.

Nie wiem, czy muszę się powtarzać, ale książkę w stu procentach polecam. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie: namiętny romans, który stopniowo przeradza się w niezniszczalną miłość, konflikty wśród przyjaciół, niesamowicie opisane walki i wreszcie punkt kulminacyjny historii, którego trudno było się spodziewać.

Mimo że jest to trzecia część cyklu, niemal wszystko było dla mnie jasne, jednak zachęcam do przeczytania dwóch poprzednich książek: „Przynieście mi głowę wiedźmy” oraz „Dobry, zły i nieumarły”.

 

Ocena własna: 9/10



Autor: Nika [pergamin.blox.pl]

 

Sięgając po tę książkę, miałam mieszane uczucia. Zastanawiałam się, jak może wyglądać opowieść o ludziach żyjących w epoce, w której w odległych lasach żyły niedźwiedzie i lwy jaskiniowe, mamuty i inne stwory, które my znamy z bajek i filmów fantastycznych. Tym czasem zagłębiając się w tą wzruszającą i piękną historię Ayli, na początku pięcioletniej dziewczynki, czuje się nieodpartą chęć, by brnąć w to dalej. Spotkałam się już wieloma książkami z dziedziny fantasy, ale czasy, gdy ludzie żyli w jaskiniach, były dla mnie niepojęte.

Jean M. Auel przedstawia swoją główną bohaterkę w chwili dla niej tragicznej – po stracie rodziny i dachu nad głową, młodziutka dziewczynka musi radzić sobie sama. W końcu, po długiej wędrówce i walce o przetrwanie pada wyczerpana. Tak znajduje ją Iza, uzdrowicielka Klanu Niedźwiedzia Jaskiniowego, która postanawia uratować dziewczynkę przed strasznym losem. I tak rozpoczyna się nowe życie Ayli. Musi nauczyć się żyć wśród tych ludzi jako członkini Klanu, zaakceptować ich zwyczaje i tradycje, takie jak bezsprzeczne posłuszeństwo mężczyznom i wykonywanie codziennych obowiązków przeznaczonych wyłącznie kobietom.

Czytając stronę po stronie, sama zaczęłam utożsamiać się z tą żywiołową blondyneczką, która starała się jak mogła podporządkować prawu swojego plemienia, jednak jej natura nie pozwalała jej na rutynę. Jej zamiłowanie do natury, miłość do zwierząt i nieodparta chęć odczuwania wolności całą sobą, sprowadzają na nią same problemy.

Mimo tego, że historia rozgrywa się w tak odległych czasach, opowieść porusza aspekty znane nam i dziś. Ból odrzucenia, pragnienie akceptacji i wreszcie osiągnięcie sukcesu poprzez swoją ciężką pracę. Konieczność zaciśnięcia zębów w niekomfortowych sytuacjach, często upokarzających.

Każdy z nas przecież przeżywał coś takiego. Ileż to razy trafialiśmy do nowego, nieznanego środowiska i uczyliśmy się w nim przetrwać? Kurczowo łapaliśmy się tego, co znamy choć trochę, staraliśmy się podporządkować panującym zasadom, jednocześnie pozostając sobą. W dzisiejszych czasach ważna jest tolerancja ludzi odmiennych od nas. Zasada „każdy inny, wszyscy równi” powinna być znana i ukazywana w codziennym życiu człowieka. Ale czy to łatwe? Akceptacja ludzi, którzy niekoniecznie pasują do wymyślonego przez nas idealnego świata, jest trudna. Musimy jednak starać się odnaleźć w ludziach ich dobre strony: ukryty talent, zamiłowanie do czegoś lub pracowitość. Każdy może zaoferować coś, czym może posłużyć się do „ulepszenia świata”. My też nie jesteśmy idealni, a przecież wciąż zabiegamy o to, by ludzie nas lubili, nie wyobrażamy sobie życia w samotności.

Dlatego książka ta trafiła do mnie. Dzięki niej zrozumiałam, że aby coś osiągnąć, trzeba walczyć z całych sił. Początki zawsze są trudne, ale siedząc na miejscu i nie robiąc nic, nie polepszymy sytuacji.

Zdecydowanie zachęcam do przeczytania, chociażby z uwagi na nietypowość historii, ciekawe spojrzenie autorki na ludzi żyjących tak dawno temu, luźny styl pisania i, co za tym idzie, lekkość czytania, oraz ukryte znaczenie. Każdy fan fantasy powinien się w tym zapoznać.

 

Ocena własna: 9/10



Autor: Nika [pergamin.blox.pl]

 

Odkąd wiele lat temu sięgnęłam po swoją pierwszą książkę, nie spotkałam się z takim autorem, jak Andrzej Pilipiuk; z kimś, kto w nietuzinkowy i odrobinę dziwny sposób przedstawi fantastyczną historię osadzoną w Polsce. Polskie imiona, polska mentalność i polskie podejście do życia, jeżeli w ogóle istnieje coś takiego. Pisarz stanął twarzą w twarz z rzeczywistością, sytuacją, jaka panuje w naszym kraju i stworzył bohatera, którego wolelibyśmy omijać szerokim łukiem, jeżeli mielibyśmy „szczęście” spotkać go na ulicy.

            I tak poznajemy Jakuba Wędrowycza – ponad osiemdziesięcioletniego mężczyznę, który przeżył w swoim życiu rzeczy, o których normalny człowiek nie ma pojęcia. W swoim fachu nie ma sobie równych, zna sposób na wyjście z każdej sytuacji i potrafi szybko myśleć, nawet po piętnastu piwach. Jako egzorcysta niemal wyrobił sobie markę, jednak potencjalni klienci kojarzą go jako zapijaczonego starca, który zdecydowanie zbyt długo nie widział prysznica. Zdecydowanie jego skuteczność jest odwrotnie proporcjonalna do aparycji. Jakub, oczywiście, nie stroni od kieliszka, nawet jeżeli jego towarzyszami w piciu miałyby być duchy, wampiry lub inne „miłe stworzonka”. Poluje za pomocą linki hamulcowej, razem ze zgrają kompanów zakłada hotel, w którym wspólnie okradają swoich gości. W kilku słowach – człowiek dziwny, egocentryczny, ale także interesujący. Instynktownie wyczuwa nadnaturalne siły, potrafi wyłapać telepatyczne sygnały, a nawet otworzyć bramy piekieł. Dosłownie. Jakub jest bohaterem innym niż wszyscy. Posiada zdecydowanie więcej wad niż zalet, co jednocześnie sprawia, że czytelnik z każdym kolejnym zdaniem łaknie więcej jego niesamowitych przygód. A niektóre z nich są z pewnością wciągające.

            Przyjaciele uprzedzali mnie, że styl pisania Andrzeja Pilipiuka jest specyficzny, jednak lekki i przyjemny, dlatego „Kroniki...” przeczytałam niemal jednym tchem. Niezwykłe poczucie humoru autora i sposób opisywania sprawiają, że czytelnik nie ma dość. Mam również wielki szacunek do niego za stworzenie takiego bohatera, jak Jakub – kogoś, z kim zdecydowanie wolałabym nie mieć nic wspólnego, jednak jednocześnie pragnęłabym zagłębić się w jego psychikę i wspomnienia. Oryginalność głównego bohatera sprawiła, że zapałałam do niego szczerą sympatią. Oto przykład „Horoskopu na rok bieżący według Jakuba Wędrowycza”:

 

Koziorożec

"Zarabiasz zbyt dużo? Interesy nie idą ci jak po maśle? Urząd Skarbowy o tobie zapomniał? Otaczają cię zawistnicy? W nadchodzącym roku wszystko zależało będzie od twojej pomysłowości. Nowe, interesujące przepisy zawierały będą ciekawe luki prawne. Łyknij więc szklankę samogonu, zagryź pasztetem z kota, a potem bierz się do roboty. Już pod koniec roku liczba osób zazdroszczących ci poziomu życia powinna się podwoić. Pieniądze najkorzystniej ulokujesz w szklanym słoiku zakopanym pod krzakiem głogu albo zamurowanym w piecu."

 

Książka zdecydowanie warta polecenia – każdy fan fantastyki i fantasy znajdzie w niej coś dla siebie, jednak nie tylko oni. Wszyscy, którzy wierzą w odrobinę magii w życiu, nie zawiodą się „Kronikami Jakuba Wędrowycza”. A jest to dopiero pierwszy tom przygód Jakuba, dopiero początek mojej przygody z dziełami Andrzeja Pilipiuka.

 

Ocena własna: 8/10

 

***

Autor: Felicja79 [cowartoprzeczytac.blox.pl]

 

Andrzej Pilipiuk to moje kolejne wielkie odkrycie, jeżeli chodzi o polską fantastykę (niedawno zachwycili mnie: Anna Kańtoch, Jarosław Grzędowicz, Rafał Kosik). A trafiłam na niego przypadkiem. Gdy dowiedziałam się, że na otwarcie nowej biblioteki w Gdańsku będzie można się z nim spotkać, postanowiłam najpierw sprawdzić, czy warto, sięgając po jego dzieła. I teraz już wiem. Naprawdę warto. Przeczytałam dwie jego książki, zaczęłam trzecią, jeszcze jedna stoi na półce i czeka. Mam zamiar do 10 marca (termin spotkania) poznać jak najwięcej. A potem chyba przeczytam wszystko, co napisał.

Dobrze, że najpierw wypożyczyłam „Kroniki Jakuba Wędrowycza”. To pierwsza część cyklu opowiadań z tym bohaterem w roli głównej. Jakub jest niesamowity. Nie myślałam, że można aż tak polubić osiemdziesięcioletniego alkoholika, przestępcę i „cywilnego” egzorcystę w jednym. To postać tak barwna jak absurdalna, łącząca kilka sprzecznych cech. Tak przedstawia go w „Protokole zatrzymania”, zamieszczonym na końcu książki, autor:

 

„Wojsławice 6 IX 1985 r.

POUFNE

Protokół zatrzymania.

Imię: Jakub

Nazwisko: Wędrowycz

Urodzony: ok. 1900 roku. Dokładnej daty sobie nie przypomina.

Zamieszkały: Stary Majdan, gmina Wojsławice.

Wykształcenie: 3 klasy szkoły gminnej (jeszcze za cara). Obecnie, jak twierdzi, niepiśmienny (analfabetyzm wtórny).

Zawód wyuczony: Brak danych. Zatrzymany odmówił odpowiedzi.

Zawód wykonywany: Pasożyt społeczny notorycznie uchylający się od pracy. Notowany za kłusownictwo i bimbrownictwo oraz niszczenie mienia organów ścigania.

Powiązania:

Semen Korczaszko: rosyjski monarchista
Józef Paczenko: bimbrownik,
Paweł Markowski: ksiądz.

Stosunek do ustroju państwa: Obsesyjnie negatywny.

Przyczyna aresztowania: Rozkopywanie grobu na cmentarzu parafialnym celem profanacji zwłok przy użyciu osikowego kołka. Ujęty na gorącym uczynku.”

 

I właściwie więcej nie trzeba o nim opowiadać. Trzeba przeczytać samemu. Tak jak Andrzej Sapkowski stworzył wiedźmina Geralta, tak Andrzej Pilipiuk stworzył swojego Jakuba Wędrowycza – antysuperbohatera. Wędrowycz potrafi pozbyć się niechcianych duchów, utopca, czarownicy czy implantu kosmitów. Mieszanka nawiązań literackich i filmowych jest „zabójczo” śmieszna (jako jeden z bohaterów pojawia się agent Mulder z „Z archiwum X”). Czasami Jakub postępuje jak fachowiec, innym razem jak wioskowy głupek (rozbrajając głowicę nuklearną, którą bierze za pralkę lub inny wynalazek techniki i zamierza oddać na złom, by zarobić na piwo „Perła”). Zawsze jednak wychodzi cało z opresji. To nie jest ani typowe fantasy, ani typowe SF. To jest jakaś oryginalna mieszanka „wszystkiego” (pojawia się nawet nawiązanie do baśni i „Czerwonego kapturka”) dziejąca się w realiach polskiej wsi (głównie w okolicach karczmy, a bohater bardzo rzadko jest trzeźwy).

Nie wiem, jak wy, ale ja mam ochotę na więcej absurdalnych przygód Jakuba Wędrowycza. Więcej Pilipiuka. Jego humoru, pomysłowości i oryginalnego stylu.
A na koniec muszę jeszcze pochwalić okładkę. właśnie tak wyobrażam sobie Jakuba Wędrowycza. Ta mina, ta poza. Cały on :-).

Ocena: 5+/6

 

***

Autor: Polonisty [polonisty.blox.pl]

 

Tego nie da się inaczej określić. Chciałoby się powiedzieć – głupota, ale to słowo zupełnie tu nie pasuje, Jakub Wędrowycz jest po prostu jednym wielkim nonsensem. W zasadzie, to jestem przekonana, że lekturę Wędrowycza należy sobie dozować. W nadmiarze z pewnością szkodzi… zwłaszcza zaś mogą zaszkodzić opary wypitego przez bohatera alkoholu, które niemal przesączają się przez kartki książki… Tylko, co ciekawe, ten absurd zupełnie nie przeszkadza, jest czysto rozrywkowy, nie trzeba się wysilać na zrozumienie „co autor miał na myśli”, tylko dobrze się bawić. Tym bardziej, że książka napisana jest świetnym językiem. Po każdym przeczytanym opowiadaniu, mruczałam sobie z rozbawieniem pod nosem – masakra! – i czytałam dalej. A ten „skubaniec” zawsze cało wychodził z opresji, cała wieś mogła zginąć pod gruzami, a jemu nic się nie mogło stać.

    Jakub Wędrowycz ma ponad 80 lat, pisać i czytać uczył się za cara, czyli jeszcze cyrylicą, nie dziwi więc, że po polsku nie bardzo mu to idzie. Jego ulubionym strojem są: spodnie od carskiego munduru i kurtka od niemieckiego, do tego obowiązkowe gumowce. Włoski przygładza Jakub skórką od boczku. Jeśli chodzi o higienę, to Wędrowycz nie przepada za kąpielą, gdyż uważa, że mydło robione jest ze zdechłych krów, co go brzydzi. Zęby Jakub ma – złote (złośliwi twierdzą, że ukradzione nieboszczykom). Pod podłogą ma ukrytą cysternę bimbru, nie zna się na zegarku, potrafi pokonać wroga siłą swych brudnych myśli, ektoplazma nie może zrobić mu krzywdy, bo Jakub ma za duże stężenie alkoholu we krwi. Ponadto posiada: sprawność umysłu - sto siedemdziesiąt jednostek przy normie sto czterdzieści. Pamięć - sto dwadzieścia jednostek przy normie osiemdziesiąt. Zdolności kojarzenia faktów - sto dwadzieścia przy normie osiemdziesiąt. I lubi jeść psy…

***

Obudził sie w środku nocy i przypomniał sobie jak przez mgłę, że na targu widział kobietę, która kupowała kurczęta. Same czarne. — Czary— mruknął sam do siebie. Zwlókł się z łóżka i podreptał do kuchni. Do dużego emaliowanego garnka wrzucił garść´ suszonych muchomorów sromotnikowych, dodał koński pączek i kilka własnych włosów, następnie zagotował to wszystko i wyszedłszy przed dom, sporządzonym wywarem wymalował wielki dziwny znak na ziemi. —Mełgełe— rzucił w przestrzeń i złożył palce w odpowiedni sposób. W promieniu czterdziestu kilometrów do rana padły wszystkie czarne kury.

***

— No to co. Jest taki niebieski proszek, co się wigry nazywa... — Coś ci się popieprzyło, wigry to nazwa roweru. — A ja myślałem, że na cześć jeziora. No, nieważne. Jest taka niebieska tabletka, a potem nawet staruszek może iść podrywać młode dupcie. — Aż tak zmienia wygląd zewnętrzny? Coś podobnego — zdumiał się Semen.— A więc hotel, barek, striptiz...

***

—Chcesz sobie trochę dorobić? — zapytał. Próba korumpowania policji powiodła się. — W jaki sposób?— praktykant połknął haczyk. —Dam pięć starych milionów, znaczy pięćset złotych za klucz od tych drzwi. — To będzie trudne. — Tysiąc? — Ja bardzo chętnie, tyle tylko, że tu nie ma zamka, tylko zasuwa. Wyszedł, zanim Jakub wpadł na jakiś pomysł. Najpierw długo klął, a potem zaczął przeszukiwać kieszenie. Kieszenie zawierały wszystko to, co miał w nich w chwili aresztowania. Widocznie wcale nie został zrewidowany. Sprawdzono jedynie, czy ma przy sobie broń. W tylnej znalazł pilnik ślusarki typu iglak, którego używał czasem do ostrzenia paznokci. Popatrzył w zamyśleniu na kratę w oknie, a potem zaczął ją piłować. O jedenastej w nocy ostatni pręt poddał się. —No, to do dzieła— szepnął sam do siebie i wyskoczył oknem. Znalazł się na cichej, spokojnej uliczce, na tyłach komisariatu. —Jestem wolny!— krzyknął na całe gardło. Syrena radiowozu ryknęła mu tuż za plecami. Jakub z wrażenia upuścił trzymaną w ręce kratę i rzucił się do panicznej ucieczki.

 

No czyż tego bohatera można nie kochać??? Jest bardziej niż pewne, że sięgnę po następną książkę o przygodach tego pana.

 



Autor: Nika [pergamin.blox.pl]

 

Po przeczytaniu „Imperium” – pierwszej powieści Jacka Piekary, byłam szczerze rozczarowana. Po wszystkich zapewnieniach przyjaciół o tym, że jest jednym z najlepszych polskich pisarzy tworzących fantastykę, bardzo się zawiodłam. Dlatego dość sceptycznie podeszłam do lektury „Necrosis. Przebudzenie”. I jak wielki był mój szok, kiedy wraz z pierwszymi stronami niemal utonęłam we wciągającej fabule. Od samego początku coś się dzieje – czytelnik jest rzucony na głęboką wodę pod względem akcji, jednak jest to zdecydowanie aspekt pozytywny. Bez względnych wstępów zostałam wciągnięta w świat bohaterów. Na tom „Necrosis. Przebudzenie” składa się pięć niesamowitych opowiadań, pozornie tylko nie powiązanych ze sobą.

 

Opętanie

Kiedy Tronheim zostaje wezwany przed oblicze Pani, wie, że jego życiowa ścieżka znalazła się na rozdrożu. Miał przed sobą tylko dwie perspektywy: dostatniego, szczęśliwego życia oraz długiej, bolesnej śmierci. Kiedy na jaw wychodzi to, że jego umiejętności egzorcysty są fałszywe, załamany Tronheim modli się jedynie o to, aby na „tamten świat” trafił szybko i bezboleśnie. Zadanie, które stawia przed nim Pani wydaje się być nie do wykonania. Niespodziewanie sprawy przybierają zupełnie nieoczekiwany obrót, a Tronheim nieświadomie staje twarzą w twarz ze złem w czystej postaci.

 

"Mądre książki mówią, że wielkie zło należy i można zwalczać tylko za pomocą zła jeszcze większego."

 

Następny piękny dzień

Tobias był z pozoru zwykłym chłopcem. Mieszkał w ubogiej rodzinie, dlatego o każde jedzenie musiał walczyć. Zbyt szybko musiał dojrzeć, aby zrozumieć, że w życiu musi radzić sobie sam. Nauczył się odpowiedzialności, jednak brakowało mu jednego: odwagi, by przeciwstawić się ojcu. Maltretowany i bity, często bardzo poważnie, wymykał się z domu na długie spacery, kiedy to mógł w spokoju pomyśleć i zaplanować sobie następny dzień. Pewnego dnia, podczas wędrówki w lesie, odnalazł jaskinię, u której wejścia roznosił się obezwładniający odór zgnilizny. W środku odnalazł to, czego najbardziej potrzebował – przyjaciela. A przynajmniej tak mu się wydawało. Istota zamieszkująca jaskinię zdaje się mieć ogromny wpływ na chłopca. Jego podejście do życia zmienia się diametralnie.

 

"Sparaliżowany przerażeniem, mógł tylko stać i znosić dziwny, ale przecież delikatny dotyk. Coś, co wyłoniło się z ciemności, najwyraźniej nie chciało mu zrobić krzywdy."

 

Księżniczka i wiedźma

Świat Ainee od zawsze pogrążony był w mroku. Dziewczynka nie mogła, tak jak inne dzieci, poznawać świata poprzez feerię barw natury. Nauczyła się jednak używania innych zmysłów w celu radzenia sobie z podstawowymi czynnościami, takimi jak choćby poruszanie się w samotności po własnej sypialni. Potrafiła odróżnić kroki swojego ojca i niani, która spędzała z nią każdą wolną chwilę. Dziewczynka wychowywała się bez matki, dlatego towarzystwo niani było dla niej nieocenione. Razem z nią mogła rozwijać swoje talenty, a także, od pewnego momentu, poznawać samą siebie. Tą pozorną idyllę przerywa jednak przyjazd do zamku narzeczonej władcy – czarodziejki z Jasnego Klasztoru. Jak jej obecność wpłynie na kontakty Ainee i jej ukochanej niani?

 

"Bardzo wyraźnie czuła mroczną aurę pulsującą w zamku. Słabą, przytłumioną, ale jednak obecną"

 

Krew, śmierć i świt

Reinherd wreszcie osiągnął to, o czym zawsze marzył. Podbił zamek i ziemie wrogiego sobie władcy, po czym na oczach ludu brutalnie wymordował prawie całą jego rodzinę. Wreszcie mógł odetchnąć pełną piersią, władając bogatymi ziemiami rodu Achenbach. Odnalezienie ostatniego członka rodziny wroga było ostatnim z jego zmartwień. Pozostało mu jedynie odkryć tajemnice, jakie kryje w sobie zamek martwego władcy. Podczas wędrówki podziemnymi korytarzami Reinherd i jego zaufani żołnierze znajdują obraz niezwykle pięknej kobiety o pełnych kształtach i hipnotyzującym spojrzeniu. Władca rodu Vardesaavre postanawia powiesić go w swojej sypialni, naprzeciwko łoża, by każdej nocy, tuż przed snem, mógł podziwiać wdzięki pięknej pani. Pytanie: jaką tajemnicę kryje tajemniczy portret i jak jego posiadanie wpłynie na z pozoru cudowne życie Reinherda?

 

Czerwona mgła

Margot nigdy nie miała łatwego życia, jednak w swym fachu nie miała sobie równych. Doskonale władała maleńkimi gwiazdkami o ostrych końcach, dzięki którym jednym ruchem mogła powalić kilku przeciwników. Kiedy dołącza do grupy złodziei, przygotowujących się do włamania do Świętej Sekstyny, jej jedynym celem była nagroda za ów wielkie świętokradztwo. W świątyni rozpusty napotyka wiele niebezpiecznych pułapek, staje ze śmiercią oko w oko, lecz nie próbuje przeciwstawić się temu, co obezwładnia ją zdecydowanie zbyt często: czerwonej mgle, wzbudzającą falę pożądania nie do opanowania. W dodatku w Świętej Sekstynie ona i jej towarzysze budzą do życia postać prosto z męskich fantazji – przepiękną Lilith, zdolną obezwładniać ludzi przez ich własne seksualne fantazje.

 

"Zbliżyła się do złodziejki, a ta już wcześniej poczuła zapach bijący od nagiego ciała. Zapach kadzideł, cytrusowych olejków i... pożądania."

 

Każda z tych idealnie napisanych historii rozgrywa się w innym magicznym miejscu, bohaterami są ludzie z najróżniejszych środowisk społecznych, jednak wszystkich łączy jedno: budzą do życia moce, zdolne nieść trwogę i śmierć wśród ludności miast. Siły mroku powoli odradzają się, by powrócić dzięki ludziom, których naiwne umysły stanęły dla nich otworem.

            Po przeczytaniu „Necrosis. Przebudzenie” zwracam honor moim przyjaciołom – mieli rację co do Jacka Piekary. Jego wyobraźnia i talent pisarki dostarczyły mi wiele pozytywnych „czytelniczych emocji”. Czas przy jego książce nie został zmarnowany. Szczerze polecam fanom fantastyki – zapewniam, że nie pożałujecie.

 

Ocena własna: 8/10

Nika



Autor: Nika [pergamin.blox.pl]      

 

           Na „Imperium” składają się dwie części opowiadania, które Jacek Piekara pisał w latach 1984-1989. „Smoki Haldoru” oraz „Przeklęty tron” składają się na historię niezwykłą, jednak nie aż tak fascynującą, jak się spodziewałam.

            Już sam prolog wprowadza nas w atmosferę historii i ciągłych wojen, toczonych w zamierzchłych czasach. Świat, który stworzył autor, prawie niczym nie różnił się od czasów średniowiecznej Polski. Opisy koronacji, następujących niemal jedna za drugą, oraz podążających za nimi konsekwencji, były na początku bardzo ciekawe – potem marzyłam jedynie, by szybko się skończyły. Historyczny charakter za bardzo mnie drażnił. Później jednak było zdecydowanie lepiej.

            Poznajemy kolejnych wielkich władców Gordoru – państwa bogatego i liczącego się wśród sąsiadów. Historia rozpoczyna się od spisku grafa Gardzeka przeciwko aktualnemu królowi Gordoru. Plan, misternie uknuty przez geniuszy w swoim fachu, był pozornie idealny. Nikt jednak nie przewidział, że uczestniczył ktoś, a raczej „coś”, co mogło w jednej chwili pokrzyżować wielkie plany przejęcia tronu. Od tamtego momentu akcja płynie niczym wartka woda w rzece, a głównymi bohaterami historii stają się coraz to nowi ludzie: od jednego z najbardziej zaufanych rycerzy Gardzeka, po nowego władcę Gordoru, Merrila, kończąc na grafie Irginie. Ciągłe wojny wyniszczały państwo, jednak spiskowcy działali niemal bez przerwy, nie bojąc się mordu i grabieży.

            I znów muszę przejść do istotnych aspektów, które zdecydowanie nie przypadły mi do gustu. Cóż, może to i nieodpowiednie słowa – lepiej może zabrzmi, że nadal nie mam pojęcia, po co niektóre wątki w ogóle wzięły się w całej tej historii. Autor nie wyjaśnił do końca ich pochodzenia, co teraz, po przeczytaniu „Imperium”, wydaje mi się bardzo dziwne. Kim był, na przykład, niezwyciężony rycerz w czarnej zbroi lub doszło do tego, że graf Gardzek umierał dwa razy? Zbyt wiele niewyjaśnionych wątków, bym mogła przymknąć na to oko.

            Nie zmienia to jednak faktu, że Jacek Piekara ma wybitny talent do opisów. Styl pisania doskonale pasował do opowieści – był kunsztowny, ale prosty i zrozumiały. Mimo że książka ta miała, moim zdaniem, więcej wad niż zalet, mam zamiar poznać kilka książek Jacka Piekary i przekonać się, czy możliwe jest zatarcie tego nieprzyjemnego pierwszego wrażenia.

 

Ocena własna: 5/10

Nika



Autor: Nika [pergamin.blox.pl]       

 

            I tak oto dochodzimy do końca trylogii o Achai. Ostatni tom niósł ze sobą smutną wizję zakończenia całej tej niesamowitej historii, jednak Andrzej Ziemiański po raz kolejny pokazał swój talent i zaskoczył wartką akcją, wspaniałymi dialogami i fabułą.

            W trzecim tomie Achaja staje się niemal wojskowym bogiem. Ze stopniem majora i tytułem księżniczki królestwa Arkach wzbudzała szacunek, ale i strach po tym, jak stoczyła brawurową walkę z szermierzem natchnionym, Virionem. Samo jej imię niosło ze sobą postrach, trwogę, ale i podziw. Nikt nie spodziewał się takiego talentu, który drzemał w księżniczce sprzedanej przez własny naród, byłej niewolnicy, która dzień i noc musiała rozbijać kamienie, a także luańskiej prostytutki, o czym niechlubnie świadczył tatuaż na jej twarzy. Czarne jak węgiel oczy pozbawione białek sprawiły, że ich właścicielkę określano również mianem „potwora”.

            Achaja niemal przez cały trzeci tom prowadzi wojsko Arkach na wojnę z miastem Luan, a potem Syrinx. Wykazuje się niezmierzonym talentem do dowodzenia, zna się na strategii i okazuje się najcenniejszym członkiem armii generała Biafry, swoją drogą, zapijaczonego i wiecznie naćpanego przystojniaka. Pluton przyboczny księżniczki Achai był jednocześnie grupą najbardziej zaprzyjaźnionych jej młodych kobiet. Wszystkie były niemal jej siostrami, jednak to Shha pozostała z nią do samego końca. Walczyły ramię w ramię ku chwale swojego królestwa. Jak zakończył się ich ciężki bój? Sięgnijcie po książkę, a się dowiecie.

            Wraz z dwoma poprzednimi tomami rozpisywałam się o wszystkich zaletach „Achai”, więc nie mam zamiaru powtarzać się po raz kolejny. Wciąż doskonale przemyślana fabuła, trzymająca w napięciu akcja, kunsztowny, jednak niezwykle prosty w odbiorze język i bohaterowie, którzy z każdą kolejną stroną są Tobie bliżsi sprawiają, że trylogię Pana Andrzeja czyta się niezwykle szybko. Czterysta stron nieprzerwanego napięcia i ekscytacji mija jak z bicza strzelił. Trzeci tom bogaty jest w opisy bitew, wielkiej wojny o pieniądze, władzę i osobiste szczęście. Każdy znajdzie w tej serii coś dla siebie. Doskonała jest również dla tych, którzy nie przepadają za fantastyką. Ta historia, pomijając kilka wątków, mogłaby dziać się naprawdę gdzieś bardzo, bardzo dawno temu.

            Dla bohaterów „Achai” zakończyła się pewna epoka, jednak dla czytelników może być to początek otwierania się na nowe gatunki literackie i zagłębiania się w świat, w którym można zapomnieć o problemach. Serdecznie zachęcam do zapoznania się z historią „Laleczki” i kilkorga innych bohaterów, bez których całość nie byłaby tak wciągająca.

 

Ocena własna: 7/10



| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Zakładki:
Antologia opowiadań
Aaronovitch Ben
Abraham Daniel
Adrian Lara
Aguirre Ann
Akab Alan
Andersen Kenneth B.
Anderson Poul
Andrews Ilona
Angelini Josephine
Anthony Piers
Antosik Adrian K.
Armstrong Kelley
Arthur Keri
Auel Jean M.
Aycliffe Jonathan
Bacigalupi Paolo
Baggott Julianna
Beagle Peter S.
Beaulieu Bradley P.
Beckett Bernard
Belitz Bettina
Białołęcka Ewa
Bishop Anne
Black Holly
Bochiński Tomasz
Bradbury Ray
Bradley Marion Zimmer
Brett Peter V.
Briggs Patricia
Brooks Terry
Brzezińska Anna
Burke Kealan Patrick
Burtenshaw Jenna
Butcher Jim
Cabot Meg
Campbell Jack
Campbell Ramsey
Canavan Trudi
Card Orson Scott
Carey Jacqueline
Carey Mike
Carriger Gail
Carroll Lee
Cashore Kristin
Cast P. C.
Cetnarowski Michał
Chadbourn Mark
Chadda Sarwat
Chapman Stepan
Charlton Blake
Chattam Maxime
Cherryh J. C.
Cholewa Michał
Cichowlas Robert
Clare Cassandra
Collins Nancy A.
Collins Suzanne
Connolly John
Cook Glen
Cooper Elspeth
Cornwell Bernard
Cronin Justin
Curley Marianne
Cyran Janusz
Ćwiek Jakub
Červenák Juraj
Davidson Mary Janice
Dąb-Mirowski Filip
De Spirito Dorotea
Deas Stephen
Del Toro Guillermo
Delaney Joseph
Dell Christopher
DeStefano Lauren
Diakow Andriej
Dick Philip K.
Disch Thomas M.
Doctorow Cory
Dodd Christina
Domagalski Dariusz
Dozois Gardner
Drukarczyk Grzegorz
Dudek Olgierd
Dukaj Jacek
Durham David Anthony
Egan Greg
Erikson Steven
Ewing Lynne
Fantaskey Beth
Farmer Philip José
Feist Raymond E.
Fitzpatrick Becca
Flanagan John
Flinn Alex
Fonstad Karen Wynn
Fox A. M.
Friedman C. S.
Frost Jeaniene
Funke Cornelia
Gaiman Neil
Gibson Howard E.
Gibson William
Gier Kerstin
Glukhovsky Dmitry
Głowacki Aleksander
Goodman Alison
Goonan Kathleen Ann
Gordon Roderick
Grant Michael
Grant Mira
Green Simon R.,
Gromyko Olga
Grossman Lev
Grzędowicz Jarosław
Haddix Margaret Peterson
Hałas Agnieszka
Harkness Deborah
Harrison Kim
Hawthorne Rachel
Hayes Gwen
Hearne Kevin
Heitz Markus
Herbert Frank
Hickman Tracy
Hill Joe
Hill Susan
Hines Jim C.
Hogan Chuck
Hohlbein Wolfgang
Holt Tom
Howard Robert E.
Huff Tanya
Huso Anthony
Hussey William
Izmajłowa Kira
Jadowska Aneta
Jaye Wells
Jess-Cooke Carolyn
Johnson Elana
Kańtoch Anna
Keaton Kelly
Kenyon Nate
King Stephen
King William
Kittredge Caitlin
Knaak Richard A.
Kołodziejczak Tomasz
Komuda Jacek
Kornew Paweł
Kosik Rafał
Kossakowska Maja Lidia
Kostick Conor
Kress Nancy
Krycz Kazimierz Jr.
Kuttner Henry
Lachlan M. D.
Lackey Mercedes
Le Guin Ursula K.
Lem Stanisław
Lerner Edward M.
Lewandowski Konrad T.
Lewis Clive Staples
Licia Troisi
Livingston Lesley
Łukjanienko Siergiej
Mafi Tahereh
Magali Hanri
Magary Drew
Małecki Jakub
Mann George
Marsden John
Martin Gail Z.
Martin George R. R.
Matuszek Paweł
McCaffrey Anne
McDermott J. M.
McDevitt Jack
McDonald Ian
McKiernan Dennis L.
McLeod Ian
McMann Lisa
Mead Richelle
Michaelis Antonia
Miller Karen
Miszczuk Katarzyna Berenika
Misztal Izabela
Moore John
Morgan Richard
Morgenstern Erin
Mortka Marcin
Norton Andre
Novik Naomi
Oliver Lauren
Olivier Jana
Olszówka Piotr
Opracowanie
Orwell George
Owen James A.
Pankiejewa Oksana
Panow Wadim
Paolini Christopher
Paver Michelle
Peake Mervyn
Piekara Jacek
Pierce Tamora
Pilipiuk Andrzej
Piskorski Krzysztof
Pjankowa Karina
Pląskowski Tomasz
Poole Gabriella
Poznanski Ursula
Pratchett Terry
Prineas Sarah
Raduchowska Martyna
Rain J. R.
Rajaniemi Hannu
Randall Cecilia
Raniszewski Maciej
Rankin Robert
Rees Rod
Renault Mary
Reystone A. R.
Rhiannon Lassiter
Rice Anne
Richardson Kat
Ringo John
Riordan Rick
Robinson Kim Stanley
Rodda Emily
Rothfuss Patrick
Rowling J. K.
Ruda Aleksandra
Ryan Carrie
Salvatore R. A.
Sands Lynsay
Sapkowski Andrzej
Sarn Amelie
Schroeder Karl
Shepard Lucius
Showalter Gena
Siemionowa Maria
Simmons Dan
Singh Nalini
Smith Lisa Jane
Solanin Michał
Sparks Kerrelyn
Sterling Bruce
Stross Charles
Stross Charless
Strugaccy Arkadij i Borys
Sullivan Michael J.
Swann S. A.
Szablicki Janusz
Szkolnikowa Wiera
Szmidt Robert J.
Śmigiel Łukasz
Tchaikovsky Adrian
Teodorczyk Anna
Terakowska Dorota
Thomas Jeffrey
Tomaszewska Marta
Trussoni Danielle
Tuchorski Andrzej
Tumski Olaf
Turner Megan Whalen
Twardoch Szczepan
Valente Catherynne M.
Vallejo Susana
Vance Jack
VanderMeer Jeff
Ward Rachel
Wasiliew Władimir
Watts Peter
Weeks Brent
Wegner Robert M.
Weis Margaret
Wells Martha
Whitcomb Laura
White Kiersten
Wild Kate
Williams Brian
Williams Chima Cinda
Williams Tad
Willis Connie
Wójcik Robert
Wroczek Szymon
Yu Charles
Zafon Carlos Ruiz
Ziemiański Andrzej
Żulczyk Jakub
Żytowiecki Maciej
Tagi




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka